Wystawa fotograficzna „Teraz Angola”

Wystawa fotograficzna „Teraz Angola”

01

Pomysł na Angolę narodził się w czasie jednej z moich wypraw do Namibii, gdy obozując niedaleko wodospadów Epupa spoglądałem na drugi brzeg rzeki Kunene, tajemniczy i niedostępny, owiany wojenną sławą. Angola jawiła się jako kraj bardzo niebezpieczny, zaminowany, bez map i dróg, wyludniony, zniszczony, w którym rzeczywistość dosłownie obrazuje ?czarne piekło? Afryki. Niemniej kilka lat później, uzbrojony w wiedzę i wskazówki od przyjaciół z RPA, postanowiłem poprowadzić tę wyprawę, bez względu na zagrożenia czy niepewność. Do udziału w niej namówiłem pięcioro przyjaciół, ludzi bardzo odmiennych, zajmujących się różnymi dziedzinami życia i pracujących w różnych zawodach. Nie byli to ludzie przypadkowi, podróżowaliśmy wcześniej ze sobą nie raz, wspólnie  rzemierzyliśmy kilka innych krajów   w południowej i północnej Afryce. I tak, Rafał ?Partyzant? jest artystą zajmującym się różnymi formami kreacji, Marzena ?Ruda? prowadzi własny biznes w branży nieruchomości, Radek ?Młody? wspina się i prowadzi firmę wysokościową, Wojtek ?Pumba? jest właścicielem salonu Jaguara i Landrovera, a Bartek ?Piękny? to model i właściciel firmy promocyjnej. Nie była więc to nasza pierwsza wspólna wyprawa.

Nasza ekspedycja zaczęła się w Ruacanie, niedaleko przepięknych wodospadów na rzece Kunene oraz malowniczej zapory wodnej zbudowanej jeszcze przez Portugalczyków. Na początku trasa biegła bocznymi drogami prowincji Kunene do miejscowości Cahama. Z niej, po uzupełnieniu zapasów paliwa, wody i jedzenia, pojechaliśmy na zachód, do Parku Narodowego Iona, gdzie dotarliśmy do najbardziej odosobnionej miejscowości Angoli, Foz de Cunene. Tutaj zaczynała się najtrudniejsza część naszej drogi, przejazd brzegiem oceanu aż do Tombua. Był to 300 km odcinek plaży odsłaniany przez wodę tylko w czasie odpływu więc wymagał od nas niesłychanej uwagi oraz precyzji czasu przejazdu. Z Tombua dotarliśmy do Namibe (Mocamedes) skąd dalej skierowaliśmy się na niesamowitą przełęcz Leba. Następne przystanki to Lubango, Huambo, Kuito i Menongue skąd szlakiem przez Caiundo i Ondjivę wróciliśmy do Namibii.

Wyprawa była całkowitym zaskoczeniem dla wszystkich uczestników. Pokazała, że w przeciwieństwie do utartego obrazu, Angola jest normalnym i bezpiecznym krajem, nieodkrytym
w żaden sposób dla turystyki, gościnnym i przyjaznym dla innych ludzi. Nie ma tam co prawda prawie żadnej infrastruktury turystycznej ale szybki rozwój dróg, miast i wiosek oraz odbudowa zniszczeń wojennych w krótkim czasie pozwoli na przyjmowanie gości z całego świata. I na pewno Angola już niedługo będzie coraz bardziej znaną destynacją dla wszelkiej maści podróżników.

Wyprawa była jedną z najciekawszych wyzwań jakie wszyscy przeżyliśmy w ciągu ostatnich lat.
I wiemy już teraz, nie jest to nasza ostatnia ekspedycja do tego kraju. Angola jest tego warta.

Michał Synowiec ?Zetor? – Szef wyprawy