Darek Lewandowski
http://lifegallery.blog.pl

darek.lewandowski@gmail.com

tel. 501-09-15-09

Potrzebujesz fotografa ?
- REKLAMA
- REPORTAZ
- SESJE
- IMPREZY
- PLANY FILMOWE
PORTFOLIO

KAMBODŻA - kraj nieznany

Kambodża to kraj biedny, zacofany, wyniszczony wojnami. Ale to państwo ma także
swoje drugie oblicze. Tworzą je piękne krajobrazy, egzotyczna kultura
i zawsze uśmiechnięci ludzie.

Kambodża nękana wojnami przez blisko 30 lat jest wyniszczona i skorumpowana,
co widać po jej mieszkańcach. Tu klasa średnia jest mało widoczna.
Większość mieszkańców żyje w skrajnym ubóstwie, które na przestrzeni lat
stało się normą. Z drugiej strony na ulicach większych miast widać najnowsze
modele pickup-ów i ludzi obwieszonych złotem.

Wielokrotnie planując wyjazd brałem pod uwagę ten kraj, jednak zawsze coś stawało
na przeszkodzie, Syria, Jordania, Maroko, Portugalia i inne ciekawe miejsca.
W końcu w 2005 roku nadarzyła się okazja, aby polecieć do Azji. Szybki wgląd
w kalendarz i wybór terminu. Padło na wrzesień - porę najbardziej deszczową.

Ze względu na niską cenę biletu wybrałem linie Aerosvit, lot Warszawa – Kijów – Bangkok.
Tydzień przed datą wylotu odwiedziłem ambasadę Tajską w celu opłacenia wizy
dwukrotnego przekroczenia granicy. Po uiszczeniu opłaty 200zł dostałem ją następnego dnia.

Przed wyprawą starałem się zebrać jak najwięcej informacji dotyczących planowanego
wyjazdu. Pomogły mi w tym przewodniki, gazety podróżnicze oraz internet. Jednak
wiedzę praktyczną na temat Kambodży uzyskałem od kolegi, który był tam kilkakrotnie.
Zasugerował mi, żebym na miesiąc czasu wziął minimum rzeczy, dosłownie tyle ile
zabrałbym na tydzień. W Bangkoku można kupić wszystko, co jest potrzebne
do wyprawy za nie porównywalnie niższe ceny niż w Polsce – zwłaszcza ubrania.

Na spotkanie z Bangkokiem nie można się przygotować. Na ulicy zaskoczył mnie
przekrój ludzi z całego świata a pomiędzy nimi rykszarze, handlarze, ludzie robiący
tatuaże, kobiety i mężczyźni, których czasami trudno odróżnić. Pracują na okrągło, żeby
spełnić każdą zachciankę. Wszystko dla tych, którzy maja dolary, a ci, którzy ich
nie maja zostają na ulicy. Śpią gdzie popadnie, jedzą, co im ludzie dadzą i tak pewnie
spędzą resztę swojego życia. Zatrzymałem się w guesthouse przy Khao San.
W pokoju hotelowym wiatrak chodził na pewnych obrotach. Nie wiele to dawało.
Gorąco i duszno. Zimny prysznic to krótka przyjemność a ręcznik praktycznie
zbyteczny. W ciągu minuty jest się suchym a w kolejnej znowu spoconym i klejącym.

W Bangkoku spędziłem pięć dni, podczas których poznawałem miasto oraz planowałem
kolejny etap podróży – Kambodże. Dostać się tam można na dwa sposoby:
samolotem bądź drogą lądową. Ja wybrałem tą drugą. Szybko przekonałem się, że to
był dobry wybór. W Bangkoku znajduje się wiele biur podróży, które organizują przewozy
do Kambodży. Skorzystałem z oferty jednego z nich i w ciągu ośmiu godzin, jadąc mini busem, znalazłem się na granicy z Kambodżą. Wizę do Kambodży wykupuje się na granicy za 20$.

Od samej granicy widać ogromną różnicę wręcz przepaść dzielącą Tajlandię od Kambodży.
Po minięciu pierwszej budki strażnika, dopadają mnie drobni handlarze i przewoźnicy.
Towarzyszy im gromadka dzieci, które sprzedają papierosy, zapalniczki oraz
własnoręcznie wykonane ozdoby. Korzystając z usług jednego z przewoźników dotarłem
do Phnom Penh.

Zarówno Tajlandia jak i Kambodża to kraje o tych samych warunkach pogodowych
– typowych dla tropików. W takim klimacie sprzęt fotograficzny narażony jest na
niesprzyjające warunki atmosferyczne – głównie wilgoć. Przed samym wyjazdem
dowiadywałem się jak chronić sprzęt przed wodą. Poradzono mi abym wziął folie
kuchenną do zabezpieczenia sprzętu podczas robienia zdjęć w deszczu. Miałem dużo
szczęścia, ponieważ ulewy trwały krótko, więc większość czasu aparat był suchy
a patentu z folią nie testowałem.

Na wyprawę zabrałem ze sobą aparat Nikon D70, lampę sb-800 oraz obiektywy
Sigma 14 mm 2,8 , Nikon 50 mm 1,8 , Nikon 28-105 mm 3,5 - 4,5 D macro ,
Nikon 80-200 mm 2,8. Stolica Kambodży Phnom Penh okazała się bardzo
wdzięcznym miejscem do robienia zdjęć. Ludzie pomimo swojego skrajnego ubóstwa
byli zaskakująco mili i uśmiechnięci. Chodząc po uliczkach miasta podpatrywałem jego
mieszkańców w codziennych czynnościach. Najbardziej zainteresowane mną oraz
aparatem były dzieci. Z chęcią pozowały poczym podbiegały, aby zobaczyć
zdajecie wyświetlane na monitorku w aparacie.

Wychodząc na miasto często brałem tylko jeden obiektyw. Gdy miałem ze sobą
Nikona 80-200 mm wówczas głównie skupiałem się na portretach. Siadałem na placu,
w parku czy boisku, gdzie zawsze było dużo ludzi i wypatrywałem interesujących sytuacji.
Innego dnia, gdy miałem Sigme 14mm wchodziłem w tłum ludzi. Obiektyw wspaniale
sprawdzał się na bazarach i w wąskich uliczkach. Ludzie patrzyli się na mnie,
uśmiechali się, nie przypuszczając nawet, że w tych momentach robiłem im zdjęcia.
Tym obiektywem zrobiłem najwięcej zdjęć i nim pracowało mi się najlepiej.
Najmniej zadowolony byłem z obiektywu Nikon 28-105mm.
Prawie w ogóle nie posługiwałem się nim.

Ponieważ zależało mi na dobrej jakości zdjęć, wszystkie zapisywałem w RAW'ach.
Pliki z tymi zdjęciami są kilkukrotnie większe od plików JPG, dlatego karty,
które posiadałem
(2x 512MB i 256MB) szybko się zapełniały. Na szczęście
w Kambodży nie ma problemu z archiwizacją danych. W każdym mieście można
znaleźć kafejki internetowe. W większych miastach na jednej ulicy jest ich nawet
kilkanaście. Godzina pracy przy komputerze bez względu na to czy korzysta się
z internetu czy nagrywa płytkę kosztuje około 1$ - oczywiście, gdy ma się własne
płytki, jeżeli nie to dochodzi cena płytki CD. W Phnom Penh jest duży sklep
komputerowo - fotograficzny ANANA Computer, w którym można kupić praktycznie
wszystko od notebooków, przez aparaty do kart pamięci i płyt CD.
Ceny są zbliżone do
cen w Polsce. Kupiłem tam 10 płyt CD za 6$. Znajduje się tam również serwis,
w którym można szybko i tanio naprawić notebooka czy aparat, za co płaci się
nieporównywalnie mniej niż u nas w kraju.

Kambodża, mimo, że jest krajem biednym, w którym 1/3 społeczeństwa żyje za mniej
niż 1$ dziennie otwiera się na świat i przyjezdnych ludzi. Podróżowanie staje się
coraz prostsze. Nie ze względu na drogi, bo nawierzchnia ich jest fatalna, głównie
pokryta gliną, istotą są połączenia, doświadczenie kierowców oraz przygody,
które spotykają podróżnych, zabawne pouczające i bardzo ciekawe.

Wyprawa do Kambodży była bardzo owocna. Podczas robienia zdjęć zmieniłem swój
pogląd na fotografię i wyszedłem poza sztywne reguły, wpojone podczas pracy reportera.
Wszystkich zachęcam do podobnego wyjazdu.

Darek Lewandowski