KAMBODŻA
- kraj nieznany

Kambodża
to kraj biedny, zacofany, wyniszczony wojnami. Ale to państwo ma także
swoje drugie oblicze. Tworzą je piękne krajobrazy, egzotyczna kultura
i zawsze uśmiechnięci ludzie.

Kambodża
nękana wojnami przez blisko 30 lat jest wyniszczona i skorumpowana,
co widać po jej mieszkańcach. Tu klasa średnia jest mało widoczna.
Większość mieszkańców żyje w skrajnym ubóstwie, które na przestrzeni
lat
stało się normą. Z drugiej strony na ulicach większych miast widać najnowsze
modele pickup-ów i ludzi obwieszonych złotem.

Wielokrotnie
planując wyjazd brałem pod uwagę ten kraj, jednak zawsze coś stawało
na przeszkodzie, Syria, Jordania, Maroko, Portugalia i inne ciekawe
miejsca.
W końcu w 2005 roku nadarzyła się okazja, aby polecieć do Azji. Szybki
wgląd
w kalendarz i wybór terminu. Padło na wrzesień - porę najbardziej deszczową.

Ze względu
na niską cenę biletu wybrałem linie Aerosvit, lot Warszawa – Kijów –
Bangkok.
Tydzień przed datą wylotu odwiedziłem ambasadę Tajską w celu opłacenia
wizy
dwukrotnego przekroczenia granicy. Po uiszczeniu opłaty 200zł dostałem
ją następnego dnia.

Przed wyprawą
starałem się zebrać jak najwięcej informacji dotyczących planowanego
wyjazdu. Pomogły mi w tym przewodniki, gazety podróżnicze oraz internet.
Jednak
wiedzę praktyczną na temat Kambodży uzyskałem od kolegi, który był tam
kilkakrotnie.
Zasugerował mi, żebym na miesiąc czasu wziął minimum rzeczy, dosłownie
tyle ile
zabrałbym na tydzień. W Bangkoku można kupić wszystko, co jest potrzebne
do wyprawy za nie porównywalnie niższe ceny niż w Polsce – zwłaszcza
ubrania.
Na spotkanie
z Bangkokiem nie można się przygotować. Na ulicy zaskoczył mnie
przekrój ludzi z całego świata a pomiędzy nimi rykszarze, handlarze,
ludzie robiący
tatuaże, kobiety i mężczyźni, których czasami trudno odróżnić. Pracują
na okrągło, żeby
spełnić każdą zachciankę. Wszystko dla tych, którzy maja dolary, a ci,
którzy ich
nie maja zostają na ulicy. Śpią gdzie popadnie, jedzą, co im ludzie
dadzą i tak pewnie
spędzą resztę swojego życia. Zatrzymałem się w guesthouse przy Khao
San.
W pokoju hotelowym wiatrak chodził na pewnych obrotach. Nie wiele to
dawało.
Gorąco i duszno. Zimny prysznic to krótka przyjemność a ręcznik praktycznie
zbyteczny. W ciągu minuty jest się suchym a w kolejnej znowu spoconym
i klejącym.


W
Bangkoku spędziłem pięć dni, podczas których poznawałem miasto oraz
planowałem
kolejny etap podróży – Kambodże. Dostać się tam można na dwa sposoby:
samolotem bądź drogą lądową. Ja wybrałem tą drugą. Szybko przekonałem
się, że to
był dobry wybór. W Bangkoku znajduje się wiele biur podróży, które organizują
przewozy
do Kambodży. Skorzystałem z oferty jednego z nich i w ciągu ośmiu godzin,
jadąc mini busem, znalazłem się na granicy z Kambodżą. Wizę do Kambodży
wykupuje się na granicy za 20$.


Od
samej granicy widać ogromną różnicę wręcz przepaść dzielącą Tajlandię
od Kambodży.
Po minięciu pierwszej budki strażnika, dopadają mnie drobni handlarze
i przewoźnicy.
Towarzyszy im gromadka dzieci, które sprzedają papierosy, zapalniczki
oraz
własnoręcznie wykonane ozdoby. Korzystając z usług jednego z przewoźników
dotarłem
do Phnom Penh.

Zarówno Tajlandia
jak i Kambodża to kraje o tych samych warunkach pogodowych
– typowych dla tropików. W takim klimacie sprzęt fotograficzny narażony
jest na
niesprzyjające warunki atmosferyczne – głównie wilgoć. Przed samym wyjazdem
dowiadywałem się jak chronić sprzęt przed wodą. Poradzono mi abym wziął
folie
kuchenną do zabezpieczenia sprzętu podczas robienia zdjęć w deszczu.
Miałem dużo
szczęścia, ponieważ ulewy trwały krótko, więc większość czasu aparat
był suchy
a patentu z folią nie testowałem.

Na wyprawę
zabrałem ze sobą aparat Nikon D70, lampę sb-800 oraz obiektywy
Sigma 14 mm 2,8 , Nikon 50 mm 1,8 , Nikon 28-105 mm 3,5 - 4,5 D macro
,
Nikon 80-200 mm 2,8. Stolica Kambodży Phnom Penh okazała się bardzo
wdzięcznym miejscem do robienia zdjęć. Ludzie pomimo swojego skrajnego
ubóstwa
byli zaskakująco mili i uśmiechnięci. Chodząc po uliczkach miasta podpatrywałem
jego
mieszkańców w codziennych czynnościach. Najbardziej zainteresowane mną
oraz
aparatem były dzieci. Z chęcią pozowały poczym podbiegały, aby zobaczyć
zdajecie wyświetlane na monitorku w aparacie.

Wychodząc
na miasto często brałem tylko jeden obiektyw. Gdy miałem ze sobą
Nikona 80-200 mm wówczas głównie skupiałem się na portretach. Siadałem
na placu,
w parku czy boisku, gdzie zawsze było dużo ludzi i wypatrywałem interesujących
sytuacji.
Innego dnia, gdy miałem Sigme 14mm wchodziłem w tłum ludzi. Obiektyw
wspaniale
sprawdzał się na bazarach i w wąskich uliczkach. Ludzie patrzyli się
na mnie,
uśmiechali się, nie przypuszczając nawet, że w tych momentach robiłem
im zdjęcia.
Tym obiektywem zrobiłem najwięcej zdjęć i nim pracowało mi się najlepiej.
Najmniej zadowolony byłem z obiektywu Nikon 28-105mm.
Prawie w ogóle nie posługiwałem się nim.

Ponieważ
zależało mi na dobrej jakości zdjęć, wszystkie zapisywałem w RAW'ach.
Pliki z tymi zdjęciami są kilkukrotnie większe od plików JPG, dlatego
karty,
które posiadałem (2x 512MB i 256MB)
szybko się zapełniały. Na szczęście
w Kambodży nie ma problemu z archiwizacją danych. W każdym mieście można
znaleźć kafejki internetowe. W większych miastach na jednej ulicy jest
ich nawet
kilkanaście. Godzina pracy przy komputerze bez względu na to czy korzysta
się
z internetu czy nagrywa płytkę kosztuje około 1$ - oczywiście, gdy ma
się własne
płytki, jeżeli nie to dochodzi cena płytki CD. W Phnom Penh jest duży
sklep
komputerowo - fotograficzny ANANA Computer, w którym można kupić praktycznie
wszystko od notebooków, przez aparaty do kart pamięci i płyt CD. Ceny
są zbliżone do
cen w Polsce. Kupiłem tam 10 płyt CD za 6$.
Znajduje się tam również serwis,
w którym można szybko i tanio naprawić notebooka czy aparat, za co płaci
się
nieporównywalnie mniej niż u nas w kraju.

Kambodża,
mimo, że jest krajem biednym, w którym 1/3 społeczeństwa żyje za mniej
niż 1$ dziennie otwiera się na świat i przyjezdnych ludzi. Podróżowanie
staje się
coraz prostsze. Nie ze względu na drogi, bo nawierzchnia ich jest fatalna,
głównie
pokryta gliną, istotą są połączenia, doświadczenie kierowców oraz przygody,
które spotykają podróżnych, zabawne pouczające i bardzo ciekawe.

Wyprawa
do Kambodży była bardzo owocna. Podczas robienia zdjęć zmieniłem swój
pogląd na fotografię i wyszedłem poza sztywne reguły, wpojone podczas
pracy reportera.
Wszystkich zachęcam do podobnego wyjazdu.

Darek
Lewandowski