Darek Lewandowski
http://lifegallery.blog.pl

darek.lewandowski@gmail.com


http://dareklewandowski.yh.pl


tel. 501-09-15-09

Potrzebujesz fotografa ?
- REKLAMA
- REPORTAZ
- SESJE
- IMPREZY
- PLANY FILMOWE
PORTFOLIO

Tour de Cuba

Republika Kuby leży na Morzu Karaibskim w archipelagu Wielkich Antyli. Państwo składa się z wyspy Kuby oraz szeregu otaczających ją mniejszych wysepek. To piękne, egzotyczne miejsce, stanowiące idealny cel wyprawy dla fotografów i poszukiwaczy przygód.

Wyjazd na Kube chodził mi po głowie już od dłuższego czasu, lecz z różnych przyczyn musiałem rezygnować z podróży. Od początku lutego ub. r. zacząłem skanować rynek lotniczy. Bilety udało się kupić po promocyjnej cenie 199 (z opłatami lotniskowymi, kartą turystyczną i opłatą wylotową z Kuby). Była to promocja linii niemieckich. Wylot z Frankfurt Main, do którego można dotrzeć na trzy sposoby: pociągiem wykupując za około 120 zł bilet uprawniający do podróży po Niemczech każdym pociągiem dzień przed, dzień po i w dniu wylotu i przylotu. Można kombinowanym transportem samochód + pociąg, oraz samolot (oczywiście tanimi liniami lotniczymi). My zdecydowaliśmy się na opcję z pociągiem. Za oknem minus 20-sto stopniowe mrozy, ludzie rzadko wychylali nosa z domu, a przed nami Kuba. Pakowanie letnich ubrań wydało nam się abstrakcją podczas, gdy za oknem hulał wiatr i mróz. Bilety w kieszeni, plecaki spakowane wiec rozpoczynamy Tour de Cuba.

Lot trwał dziesięć godzin, po których czuliśmy się jak sardynki wyrzucone z puszki na lotnisko w Varadero. Szybkie rozeznanie, wymiana euro (za wymiane USD trzeba zaplacic prowizje 10%) na peso convertible oraz peso cubana (na całej Kubie kurs jest podobny więc bez obawy można wymienić walutę na lotnisku) i wynajem samochodu. Z wypożyczalniami trzeba uważać, bo można słono zapłacić za byle wóz.



Nasze negocjacje zakończyły się pełnym sukcesem. Opuszczamy Varadero dwoma Yarisami zmęczeni, ale z pełnym bakiem i nadzieją, że po drodze znajdziemy jakiś nocleg. Varadero jest miejscowością typowo turystyczną co przekłada się na wysokie ceny miejsc noclegowych. Dlatego w trosce o nasz budżet tymczasowo omijamy Varadero, kierując się do Matanzas.

Pierwsze zetkniecie z Kubańczykami okazało się niezwykle trudne, gdyż mało kto mówi na wyspie po angielsku. Próbowaliśmy więc rozmawiać z „tubylcami” po hiszpańsku, posiłkując się słówkami zamieszczonymi w przewodniku. Znalezienie mieszkania o godzinie 1.00 w nocy było nie lada wyzwaniem. Cudem udało nam się znależć jakiś nocleg. Każdy z mieszkańców wyspy, kto ma jeden lub dwa (nie więcej) pokoje, których nie używa może wynajac je turystom. Na drzwiach takiego pseudo pensjonatu widnieje nalepka z nazwa Casa particulares. Zamiast bilbordów i neonów reklamą dla Casa particulares są ludzie. Każdy kto przyprowadzi do Casa particurales gości dostaje 5 peso convertible od właściciela Cas-y. Potem właściciel rekompensuje to sobie z kieszeni turysty podwyższając opłatę za pokój o 5 peso. Dlatego jeśli nie trzeba to lepiej nie korzystać z tych „chodzących reklam”.

Po zapoznaniu sie z prawani rynku „hotelarskiego” w kolejnych miejscach nie mielismy już problemów z zakwaterowaniem – często właściciele jednej Casy polecali swoich znajomych z innych miast.

Podróż po Kubie warto zacząć od południa kraju. Linia brzegowa odsłania najpiękniejszą przyrodę, częstując przybysza lazurową woda oraz pięknymi muszlami, koralowcami i całym bogactwem Morza Karaibsiego.

Zachęcam do spędzenia nocy w namiocie nad brzegiem morza. Wszechogarniająca sisza, piękne sklepienie usłane gwiazdami powoduje, że czas staje w miejscu. Trzykrotnie nocowalismy „na dziko” otuleni cisza i cieplem nocy – często pozostąjac poza namiotem, aby rozkoszować się otoczeniem. Wbrew temu, co się mówi i pisze na temat bezpieczeństwa na Kubie, a szczegolnie nocowania na dzikiej plaży, my nie spotkalismy się z wandalizmem, próbą kradzieży bądź podobnymi, negatywnymi zdarzeniami.

Kuba nie tylko urzeka przyroda, lecz również architekturą typowa dla czasów kolonialnych. Taką perełką architektury jest Trinidad – prawie nienaruszone miasto z XVIII wieku. Warto sie tu zatrzymać na kilka nocy, aby poznać zakątki tego magicznego miejsca, które w 1989 r zostało wpisane do światowego dziedzictwa kultury UNESCO.

Trynidad jest mekka dla fotografów. Różnorodność barw, światło podkreślające zalety architektury, oldsmobile snujące się po kamienistych ulicach - to wszystko składa się na wyjątkowość tego miejsca. Tak jak na całej wyspie również tutaj ludzie chętnie uśmiechają się i pozują do zdjęć. Zdarzają się jednak tacy, ktorzy próbuja na tym zarobic kilka peso.



Jedyny minus miasta to przerazająca liczba turystów. Całe miasto żyje z przyjezdnych. Ulice zasypane straganami z kapeluszami, obrusami i całą masą różnego rodzaju pamiątek. Każdy mieszkaniec oferuje banknoty i monety z Che, które chętnie wymieni na peso convertible. Prawie na kazdym rogu mozna kupic cygara, oczywiscie często falszywe. Te markowe są już znacznie droższe i trudniej dostępne. Tak jak wszytko, można kupiś je na czarnym rynku. Mnie pudełko (25 sztuk) Cohiba udało sie dostać za 25 euro, czyli tyle ile, w Polsce kosztuje jedno cygaro.

Podróżowanie samochodem po wyspie jest niezwykle przyjemne. Wszak drogi na wyspie nie są najlepszej jakości, ale dla samochodu z wypożyczalni nie ma drogi nie do przejechania. Nawet na autostradzie zdarzała się sytacja, że pod kołami naszego pojazdu brakowało nawet kilkuset metrów asfaltu, a gdy na naszej trasie trafiliśny na zarwany most spokojnie samochodem przejechalismy rzeczkę.

Turysta za kółkiem jest praktycznie bezkarny. Policjanci wiele razy zatrzymywali nas i probowali powiedzieć, że znacznie przekroczyliśmy dozwoloną prędkość. Bezskutecznie! Na całej wyspie nie ma pomiaru prędkości radarem, przynajmniej my nie trafilismy na takie. Policjanci „ na oko „ określają prędkość jaką porusza sie pojazd na drodze.

Dzięki wypożyczonym samochodom mogliśmy zbaczać z tras uczęszczanych przez turystów, nocować na dzikich plażach i spędzać miło wieczory w wiejskich knajpkach. Przez 10 dni przejechaliśmy samochodem prawie 3000 km. Z każdym dniem Kuba otwierała przed nami coraz ciekawsze zakątki. Jednak pomimo cudownych przeżyć, wspaniałych miast, które zwiedzilismy po drodze, najbardziej w mojej pamięci zostanie Havana.



W tej dwumilionowej metropolii sprędzilismy 5 dni. Jest to wspaniałe miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. W Havanie są restauracje i hotele, gdzie można wydać dużo pieniędzy. Są też knajpki, gdzie można zjeść pizze i napić się rumu za grosze. PerłąHavany jest cudowna starówka. Grupy ludzi przywiezionych z pobliskich kurortów na jednodniową wycieczkę zalewają to pięknie odrestaurowane miejsce. Fragment miasta, w którym wszystko się kręci wokół turysty. Pięknie ubrane kobiety i mężczyźni z cygarami, z którymi można sobie zrobić zdjęcie, kapele, które przygrywają na rynkach i w restauracjach, odrestaurowane samochody to wszystko jest warte zobaczenia, ale to jest tylko mała część miasta. Reszta miasta wygląda tak, jakby od lat nikt się nią nie interesował. Gnijace kamienice zamieniające się w gruzowiska, których mieszkańcy starają się wiązać koniec z końcem. Male knajpki, w których można napić się rumu ze szklanki zrobionej z butelki przeciętej na połowe.

Myślałem, że przez 5 dni poznam Havane. Teraz wiem, ze 5 dni to za mało. Samo słowo poznanie nie bardzo pasuje mi myśląc o miescie tak wieku kontrastach. Z pewnością miasto to jest jednym z najciekawszych miejsc na świecie, do którego kiedyś jeszcze wróce.