|
|
Jeden
dzien
Jakże wspaniale jest podróżować. Przed każdą wyprawą czuje ten sam dreszczyk emocji. Dzięki tym wyjazdom poznaje przepiękne, odległe miejsca i cudownych ludzi. Ekscytujące przeżycia i niepowtarzalne sytuacje towarzyszące każdej podróży budują nowe wizje i plany na wyruszenie ku następnej przygodzie. Każdy wyjazd, to ucieczka od cywilizacji i od zorganizowanych grup wczasowiczów. Tak było do wyjazdu na Wyspy Kanaryjskie - jakże odległe miejsce w świecie od moich dotychczasowych wypraw. Przy planowaniu wyjazdów nigdy nie brałem pod uwagę tych wysp, które kojarzyły mi się tylko z masą turystów, pełnymi plażami i miasteczkami pełnymi sklepów, barów i dyskotek. Na miejscu zobaczyłem, że nie do końca tak jest. Ten hiszpański archipelag ma znacznie więcej do zaoferowania.
Prawie cały, siedmiodniowy wyjazd miałem poświęcić na Gran Canarie nazywaną ze względu na rozmaitość pejzaży – kontynentem w miniaturze. Wyspa jest bardzo urokliwa i każdy znajdzie tu swoje miejsce. Wspaniałe plaże i cudowne miasteczka portowe przyciągają turystów. Można także wynająć samochód i ruszyć w głąb wyspy, aby podziwiać urocze górskie krajobrazy i wioski, w których jeszcze zachowała się tradycyjna kultura tak odległego zakątka Hiszpanii. Po trzech dniach zwiedzania Gran Canarii postanowiłem odwiedzić sąsiadującą, największą z wysp – Teneryfę, na którą dostałem się promem.
Zwiedzanie wyspy rozpocząłem od spaceru po ruchliwych uliczkach stolicy wyspy – Santa Cruz de Tenerife. Typowo portowe miasto przyciąga uwagę swoją oryginalną, kanaryjską atmosferą. Warto usiąść w jednej z porozrzucanych po całym mieście kawiarenek i spróbować soku z papai, mango lub truskawek. Mili i uśmiechnięci ludzie, przyjazne miejsca i wspaniała atmosfera, to moje odczucia z pierwszych chwil pobytu na wyspie. Kilka zdjęć, pyszny owocowy koktajl i ruszam do niedaleko położonego miasteczka – La Laguna. Ta perełka Teneryfy i dawna stolica wyspy zachwyciła mnie swoim pięknem i oryginalnością kanaryjskiej architektury. Szerokie, eleganckie okna z drewnianymi okiennicami, podwójne, ozdobione drzwi i przepiękne balkoniki upiększają większość domów w mieście. Wspaniała ta sceneria towarzyszy społeczności studenckiej, która ma znaczny wpływ na życie tego miasta. Kilka przecznic od uniwersytetu mieści się największe skupisko barów i pubów w mieście. Nie można jednak zapomnieć o bardzo ciekawych atrakcjach miasta, jakimi są kościoły, w których można podziwiać misterne elementy gotyku. Do najpiękniejszych można zaliczyć kościół Iglesia de la Concepcion i bazylikę ku czci Virgen de los Remedios.
Po wspaniale spędzonych chwilach w tym urokliwym miejscu ruszam w kierunku nadmorskiego miasteczka Puerto de la Cruz. Zdecydowałem się dotrzeć do tego miejsca dłuższą, górzystą, ale zdecydowanie piękniejszą drogą, niż szybką autostradą. Wybór ten okazał się wspaniałą decyzją, ponieważ całą przepięknie położoną drogę towarzyszył mi dominujący nad wyspą wulkan Pico del Teide (3718 m n.p.m.) będący najwyższym szczytem Hiszpanii. Do jednych z wielu atrakcji wyspy można zaliczyć wjazd kolejką na La Rambleta, 200m pod szczytem wulkanu, aby podziwiać widoki z góry. Ja zadowoliłem się obserwacją wspaniałego widoku ze znacznie dalszej odległości i krętą drogą zjechałem do miasteczka La Ororava, gdzie odczuć można atmosferę, jak z czasów hiszpańskich kolonizatorów. Miasto urzeka wspaniałą architekturą, przyćmiewa urodą nawet La Lagunę. Szczególną uwagę przyciągają kanaryjskie balkoniki i wiekowe patios. Dobrobyt potwierdzają imponujące rezydencje zdobiące stare centrum miasta.
Po kilkukilometrowej drodze docieram do Puerto del Cruz. Górujący nad miastem hotel El Botanico przyciąga zamożniejszych turystów śniadaniami podawanymi wśród kwiatów w ogrodzie, kąpieli w dużych basenach i jacuzzi w cieniu bananowców. W hotelu tym zatrzymywali się tacy goście, jak król Hiszpanii Juan Carlos i Michael Jackson, którego apartament stał się atrakcją turystyczną Teneryfy. W mieście i w jego okolicy jest wiele parków i kąpielisk. W dzielnicy San Telmo znajduje się wspaniały kompleks kąpielowy Lago Martianez. Na ogromnej powierzchni została stworzona sztuczna zatoka z kompleksem basenów o różnych kształtach, otoczonych tropikalnymi roślinami i sztucznymi wysepkami, na których znajdują się liczne bary i restauracje oferujące dania kuchni regionalnej. W parku tym znajduję się jedyny na Wyspach Kanaryjskich podwodny klub nocny „Andromeda”.
Warto także odwiedzić 200-letni Jardin Botanico (Ogród Botaniczny) zajmujący obszar 2,5ha, na terenie, którego można podziwiać ponad 2500 gatunków roślin z całego świata. Ja zdecydowałem się na największą i najbardziej reklamowaną atrakcję miasta – Loro Parque (Park Papug). N teranie o powierzchni 12ha znajduje się ponad dwa tysiące palm i egzotycznych roślin. W rezerwacie tym żyje około 300 gatunków papug i podgatunków ptaków egzotycznych. Park przyciąga swoją egzotyką i wspaniałym klimatem. Dzięki dokładnej mapce, którą dostałem przy kasie, zaplanowałem sobie trasę zwiedzania tego wspaniałego miejsca. Trudno będzie zobaczyć wszystko w kilka godzin, ale dzielnie ruszam ku przyrodzie. Główne atrakcje parku, to pokazy tresury delfinów, lwów morskich, papug. Pokazy te są o określonych godzinach i żeby nie tracić czasu w oczekiwaniu na kolejne występy, można zapełnić czas innymi atrakcjami. Czekając na pokaz w delfinarium wybrałem się do jedynego w Europie gigantycznego akwarium z rekinami, gdzie zwiedzający spacerują po dnie w szklanym tunelu. Ludzie w tunelu, jak w amoku obserwują majestatycznie krążące nad ich głowami rekiny. W tym samym budynku podziwiałem także wspaniałe akwaria z rybami z całego świata.
Czas na oczekiwany pokaz. Ludzie gromadzą się przed wejściem do delfinarium i systematycznie zajmują miejsca. Ogromny basen, spokojna, krystaliczna woda, egzotyczna sceneria i... wyczekiwanie. Po chwili słychać muzykę i wychodzą treserzy. Na gest ręki jednego z nich, z wody wyskakuje sześć delfinów. Po chwili znikają w niebieskiej tafli, by znów wynurzyć się przy swoich opiekunach w oczekiwaniu na nagrodę za wykonany skok. Cały show jest pokazem wspaniałej pracy ludzi z tymi inteligentnymi stworzeniami. Po każdej wykonanej ewolucji słychać odgłosy zachwytu i oklaski publiczności.
Po wspaniałym występie szybko udaję się na pokaz lwów morskich. Po drodze mijam dżungle z gorylami i efektownie zrobiony wybieg dla tygrysów. Na wszystko mało czasu. Wszystko ciekawe. Każde miejsce, zwierze, czy pokaz przyciąga uwagę. Nie chciałbym niczego pominąć, a czasu mało. Chwilkę odpoczynku łapie w Nature Vision – program wirtualnej rzeczywistości, – w którym przenoszę się do parku narodowego Hiszpanii, florydzkiego Key West i dżungli porastającej brzegi rzeki Orinoko w Wenezueli. W parku znajduje się również przepiękne miejsce zwane "Planeta Pingwinów", gdzie w specjalnie przygotowanej kopule podziwiać można te miłe dla oka zwierzęta, w ich arktycznym krajobrazie. Nie sposób opisać tych wszystkich ciekawych atrakcji parku. Najlepiej wszystko zobaczyć na własne oczy i przekonać się, że rzeczywiście jest to miejsce warte uwagi.
Wracam do centrum miasta z ogromem wrażeń. W Loro Parque jest restauracja,
w której zwiedzający mogą zjeść każdy rodzaj posiłku, lub usiąść i odpocząć
przy zimnym napoju. Ja, niestety nie zdążyłem skorzystać z tej przyjemności,
ale w mieście, jak i na całej wyspie jest bogaty wybór wykwintnych restauracji
i barów. W ofercie znajdują się potrawy kuchni andaluzyjskiej, czy katalońskiej,
jak i lokalnej. Ja polecam tradycyjną potrawę Guanczów – gofio. Jest to
zapiekanka z mielonego jęczmienia, kukurydzy, lub pszenicy z dodatkiem
jarzyn i chili. Warto spróbować także kozich serów. Po obfitym posiłku wracam do stolicy wyspy, z której mam powrotny prom. Po drodze mijam miasteczka i ośrodki turystyczne, które przygotowują się do życia nocnego. Cyklicznie zabawa trwa do białego rana. Późnym wieczorem opuszczam rozświetloną i rozbawioną wyspę i żałuje, że spędziłem tu tylko jeden dzień. |
![]() |
|