Portal Konstancin.com Historia okolic Konstancina-Jeziorny Muzeum Konstancina Serwis zdjciowy Konstancin-Jeziorna Filmowe migawki z Konstancina-Jeziorny Forum Konstancina
Witaj! » Zaloguj » Utwórz nowy profil » Szukaj
Re: STOCER
30 wrz 2015 - 19:28:00
Bardzo ciekawe te rzeźby, szkoda że mało widoczne. Może warto, żeby wspomniał ktoś w przewodniku po Kcinie - zdaje się taki powstaje
m
Re: STOCER
01 pa 2015 - 08:45:57
przewodnik jest już chyba w druku...ale nie wiem czy ktoś te rzeźby uwzględnił.
Re: STOCER
14 wrz 2016 - 12:41:35


grób rodziny Weiss na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Warszawie. Z prawej strony widocza tablica poświęcona prof. Marianowi Allanowi Weissowi, wieloletniemi dyrektorowi Stoceru...

(zdjęcie autorstwa Anny H.)

A poniżej krótkie wspomnienie o profesorze autorstwa Jerzego Borowicza:
"MARIAN WEISS - postać niecodzienna, profesor ortopedii i rehabilitacji. Jako szef STOCER-u w Konstancinie rozsławił polską szkołę rehabilitacji ortopedycznej na cały świat. STOCER był jednostką pokazową. Prawie wszystkie oficjalne delegacje rządowe, m.in. gen. de Gaulle, miały w programie zwiedzanie STOCER-u. Po tragicznej śmierci prof. Weissa STOCER podupadał i nigdy już nie odzyskał tej świetności. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych - w przypadku prof. Weissa okazało się to nieprawdą. Profesora poznałem nad zaporą Dębe, gdzie z jego działką sąsiadowała działka rekreacyjna mojego szwagra. Parę lat później spotkałem Profesora w Libii, gdzie na zaproszenie Uniwersytetu Garyounis w Benghazi prowadził sympozjum dotyczące leczenia nowotworów kości i nowoczesnej rehabilitacji. Lansował nowatorską metodę protezowania kończyn już na stole operacyjnym, co wówczas było rewelacją. W sympozjum wzięło udział wielu naukowców, m.in. prof. Ulf Nilsonne i dr Thomas Aparisi z Karolinska Institute w Szwecji. Referowali efekty leczenia nowotworów kości interferonem. Działo się to w końcu października 1979 roku. Wszyscy byli gośćmi w moim mieszkaniu w Benghazi. Obecny był też ówczesny rektor AM w Warszawie, prof. Jerzy Szczerbań. Spędziliśmy miły wieczór. Bimbru nie zabrakło. Polscy profesorowie cieszyli się wielką estymą w środowisku libijskich lekarzy i oficjeli, a w szczególności prof. Weiss, który był zaproszony na prywatną audiencję przez Muammara Kaddafiego. Od przywódcy libijskiego dostał zegarek, na którego tarczy co 15 minut pojawiała się twarz Kaddafiego. Profesor odwiedzał Libię wielokrotnie. Mieszkał zawsze w najelegantszym hotelu, "Omarkayam", w Benghazi. Często też zapraszał mnie z żoną na kolacje w restauracji hotelowej - na koszt rządu libijskiego, oczywiście. Tragiczną śmierć Profesora odczułem jako stratę kogoś bliskiego. Konstanciński STOCER nazywa się obecnie Centrum Kształcenia i Rehabilitacji im. prof. Mariana Weissa."

(http://www.oil.org.pl/xml/oil/oil68/gazeta/numery/n2007/n200701/n20070143)
Re: STOCER
24 pa 2016 - 12:50:56


Niedawno trafiłem na ciekawy blog Lecha Zaciury. Lech jest autorem kilku książek, a swoje wspomnienia publikował również na blogu. Niektóre dotyczyły Konstancina, gdyż przebywał on kilka lat w ośrodku rehabilitacyjnyn w Konstancinie. Niestety, zmarł w zeszłym roku.

Poniżej publikuję fragmenty wspomnienia o stocerowskich rehabilitantach:

"Pani Janeczka miała dość oryginalny sposób tępienia bumelanctwa. „-Obijasz mi się tu!” – mówiła gniewnie, zobaczywszy, że ktoś z jej podopiecznych słabo się angażuje. Czasem kazała nam mierzyć sobie tętno tuż po ćwiczeniu: „Masz ledwie ponad sto? Powinieneś mieć o dwadzieścia więcej. Och, jak cię zaraz uszczypnę!” I rzeczywiście, potrafiła czasem uszczypnąć recydywistów. Na urażone „auć” odpowiadała: „Muszę was dyscyplinować, a ten sposób jest skuteczny. Gdybym ci dała klapsa, to byś na mnie mógł naskarżyć. Ale nie pójdziesz do pani ordynator ze skargą, że cię szczypię, bo to niepoważne...

W ciągu lat spędzonych w Konstancinie zapamiętałem tylko jednego niefajnego rehabilitanta. Miał na imię Waldek i był wyjątkowo nieprzyjemnym typem, ordynarnym i ze skłonnością do sadystycznych zachowań. Chyba nikt go nie lubił, także jego koledzy z pracy. Na szczęście dla mnie nie miałem z nim zajęć. Ćwiczył pacjentów sąsiedniego oddziału skolioz, najczęściej w salce przy tylnym holu. Utrapienie z Waldkiem mieli jednak i ci, którzy przychodzili do holu zagrać w ping-ponga, bo stół do „pingla” stał właśnie tam. Gdy ktoś miał okienko między ćwiczeniami, brał sprzęt i szedł pograć z kimś, kto też miał akurat wolne. Ilekroć jednak piłeczka wpadała do salki, gdy rządził tam Waldek – przepadała. Mało, że nie pozwalał jej zabrać, ani sam nie oddawał – zwykle po prostu rozgniatał piłeczki chodakiem. Piłeczka wpadała tam najwyżej dwa razy na całą grę, jeśli ktoś za ćwiczących nie zamknął za sobą drzwi; nikt inny nie narzekał na przeszkadzanie w zajęciach. A dla grających nawet jedna piłeczka była drogocenna. Nieraz po prostu rezygnowaliśmy z gry, gdy w salce rezydował Waldek. Ale w końcu zaczynaliśmy grać, bo wolna godzina nie zdarzała się często, a pograć się chciało. Kiedyś po pechowej ścince piłka potoczyła się za próg; poszedłem za nią. Za progiem stał Waldek i patrząc niezbyt przyjaźnie, przyciskał drewniakiem do linoleum moją „shieldówkę”. Działo się to w okresie, gdy – o czym wszyscy wiedzieli – Waldek starał się o tytuł magistra i był bardzo czuły na tym punkcie. „Panie Waldku, oddałby pan piłkę.” „Nic z tego. Tu się nie gra, tylko pracuje, wbijcie to sobie. Chcecie grać? Grajcie, z holu was nie wypędzę. Ale ja tu nie jestem od podawania piłek!” „Kiedy my się staramy, żeby tu nie wpadła. Oddałby pan choć ten raz, panie magistrze…”. Na dźwięk ostatniego słowa coś w Waldku drgnęło. Zdjął stopę z piłeczki i odkopnął ją na hol. „Żeby mi to ostatni raz…” Cóż, widać im wyższe wykształcenie, tym większa wyrozumiałość."
całość tego wspomnienia, oraz kilka innych znajdziecie na stronie:

[kochamludzi.pl]
Re: STOCER
17 gru 2016 - 20:00:35
W 1954 roku w Stocerze została założona pracownia Foto-Film. Jej twórcą i przez wiele lat kierownikiem był Antoni Wilk (zwany Tosiem), z wykształcenia technik analityk, z zamiłowania fotograf. Pracownia była niezwykle nowoczesna. Pracowało w niej 4-5 osób, które wykonywały dokumentację filmową i fotograficzną do celów naukowo-medycznych, szkoleń, sympozjów, podręczników i wielu innych. W swoich zbiorach archiwum miało około 200 tysięcy negatywów - niektóre z tych materiałów wykorzystywane są po dziś dzień.

o tym jak wyglądała praca w stocerowskim Foto-Filmie wspominała w swojej książce Zula Schweitzer-Wirska:
"W pracowni fotograficznej był kierownik Tosio i pracownik Tadzio Penconek. Roboty mieliśmy dużo, bo prowadziliśmy dokumentację fotograficzną. Trudno opisać jak wygląda pacjent po urazach, a fotografia i film nie kłamią. Każdy pacjent był fotografowany w naszej pracowni w maleńkich "filmowych" majteczkach. Uwieczniało się również na filmie, jak chodzi po przyjęciu do szpitala, w czasie rehabilitacji i po skończeniu rehabilitacji. Kręciliśmy też filmy "naukowe" na sali operacyjnej. Profesor Weiss jeździł po świecie, spotykał się z naukowcami. Wprowadzał w Konstancinie nowe metody rehabilitacyjne i operacyjne. Każda operacja z zastosowaniem nowej metody była filmowana, na przykład "przedłużenie nogi metodą Andersona" lub operacja szyjki biodrowej metodą Couhax". Tosio codziennie dzielił pracę pomiędzy nas. Jedna osoba musiała przez cały dzień przebywać w ciemni fotograficznej. Wywoływać filmy, robić odbitki, płukać, suszyć, przewijać filmy - zajmować się całą obróbką foto-filmową. Ktoś inny musiał być w pracowni. Fotografować i filmować pacjentów, których przysyłano z oddziałów. Musiał robić reprodukcje z książek na zebrania naukowe. Musiał wypisywać karty z imionami pacjentów i przyklejać zdjęcia. Trzecia osoba była "na zawołanie". Albo robiła filmy czy zdjęcia na sali operacyjnej, albo chodziła na oddziały, bo część pacjentów nie mogła przyjść do pracowni. Były to "świeże przypadki", takie jak urwanie nogi czy ręki, lub złamanie kręgosłupa."



Antoni Wilk, twórca i kierownik pracowni Foto-Film w STOCERze w Konstancinie



Zula Wirska, fotograf i instruktor hipoterapii na sali operacyjnej STOCERu w 1967r
Re: STOCER
24 sty 2017 - 14:46:42
pracownia fotograficzna w STOCERze - na zdjęciu Zula Wirska


Re: STOCER
27 sty 2017 - 15:15:43
Do podwarszawskiego Konstancina w połowie sierpnia 1944 r. trafili pacjenci i personel ze spalonego szpitala św. Ducha w Warszawie. Ulokowano ich w opuszczonych, prywatnych willach: Biały Dworek", "Irena", „Mon Repos”, "Piaski", "Sanssouci” „Zosieńka”. Do Konstancina ściągali lekarze i inny personel medyczny. Zorganizowano tu oddziały: chirurgiczny, wewnętrzny, zakaźny, neurologiczny, laryngologiczny, dziecięcy i ginekologiczno-położniczy. Wciąż przywożono rannych powstańców z Warszawy. Na ten temat wspominałem już kiedyś tu [www.facebook.com] Dziś jednak mam dla was unikalne materiały udostępnione przez A.H. – kilka zdjęć z 1944 roku na których widnieje doktor Stanisław Białecki, oraz pierwszy raz publikowany publicznie fragment dziennika Jolanty Richter, opisujący pierwsze miesiące działania szpitala: „Pierwsze chwile w szpitalu to ciągłe bieganie w poszukiwaniu bielizny, pościeli, każdej z tych dziesiątek rzeczy nieodzownie potrzebnych chorym. Wypełniło mi to każdą minutę czasu. Nie zdążyłam po prostu zauważyć pielęgniarek, lekarzy. Aż pewnego dnia usłyszałam że Iza B., pracując w magazynie R90 mówi po imieniu doktorowi Alexandrowiczowi, zobaczyłam ją, idącą pod rękę z doktorem Ciesielskim w najszczerszej koleżeńskiej niemal zażyłości. I wtedy dopiero uświadomiłam sobie, że upłynęło sporo czasu od mojego pierwszego wejścia do halu „Sans souci”. W tym czasie doktor B. z pustych, pozostawionych po rewizji willi stworzył szpital. Nie było on pod koniec sierpnia dobrze wyposażony, był jednak zaopatrzony dostatecznie, nie brakowało już niczego, z koniecznych przedmiotów, czy to na Sali operacyjnej, czy opatrunkowej, jak i na Sali chorych. Wtedy można było zaczerpnąć oddechu, wyprostować plecy, rozejrzeć się wokół siebie. I wtedy zaczęło się. Najpierw znajdowało się ułamki czasu na krótkie paradoksy. Byliśmy wszyscy młodzi, cała ekipa szpitala. Pracowaliśmy z serca, całym sercem, zamaszyście, gwarno i koleżeńsko. Byliśmy zadowoleni z tego szpitala, który powstał z niczego. Zaczęliśmy trochę pozować na cynizm. Wydaje mi się że wstydziliśmy się tego, że nasze młode serca biją mocno, że drżą z obawy o los bliskich w Warszawie. Piszę: my, piszę: nasze serca, bo w tamtym okresie byliśmy jednością. Pierwszorzędnych lekarzy i nas niedoświadczone wolontariuszki i nawet osoby z zewnątrz, z poza szpitala, łączyła dokonana praca, praca, która nie ustawała. Duszą tej pracy był doktor B. Jego cudowna, żywa, wszechstronna indywidualność, wywołała ducha tamtej atmosfery. Zdawaliśmy sobie wszyscy doskonale z tego sprawę od pierwszej chwili, na długi czas przed tym, kiedy zobaczyłam jak piękne, jak bardzo inteligentne ma oczy, jak rasowe i nerwowe dłonie. W okresie najintensywniejszej pracy tworzenia byłam w wieczór zdrowo, fizycznie zmęczona. Waliłam się na łóżko, bez myśli, bez planów na dzień następny. Sen nie dopuszczał do wieczornego żegnania się serca z tymi bliskimi, którzy byli w Warszawie. Spałam do świtu, bez snów. Czasem miałam jednak jakieś widziadła, zawsze powtarzały się w nich osoby Stefana, Wandy i Wujostwa M. Najbliższych moich nie widziałam we śnie chyba nigdy. Był to najbardziej realny okres, już robiąc opatrunki czy pomagając chorym, przestałam myśleć o tym że gdzieś w miejscu, którego wyobraźnia odnaleźć nie może ktoś bliski, Stanisław, czeka na taką właśnie pomoc…”

zdjęcia znajdziecie tu
[www.facebook.com]
Re: STOCER
13 wrz 2017 - 14:54:13
Konstancin i położony w nim STOCER odwiedzało wiele znanych osobistości. Wspominałem kiedyś o Haile Selassie który w 1964 roku zwiedzał tutejszy szpital. W 1967 STOCER odwiedziła żona generała Charlesa de Gaullea.

Tym razem chciałem powiedzieć o innej znanej postaci widocznej na powyższym zdjęciu. Otóż konstanciński szpital w 1967 roku wizytował dyrektor organizacji UNICEF, Henry Richardson Labouisse. Wraz z nim przyjechała jego żona - Eva, córka Marii Skłodowskiej-Curie. Na zdjęciu widzimy ich oboje w towarzystwie prof. Mariana Weissa.
Czyż nie jest tu podobna do swojej matki?

(zdjęcie pochodzi z opracowania M.Czelejewskiej)



[www.facebook.com]
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Online Users
Guests: 13
Record Number of Guests: 1644 on 04 wrz 2017