Portal Konstancin.com Historia okolic Konstancina-Jeziorny Muzeum Konstancina Serwis zdjciowy Konstancin-Jeziorna Filmowe migawki z Konstancina-Jeziorny Forum Konstancina
Witaj! » Zaloguj » Utwórz nowy profil » Szukaj
Re: książki warte przeczytania
06 gru 2014 - 15:42:09
" Moja Praga , Moja Warszawa " , Paweł Elsztein.Ponad pół tysiąca stron pasjonującej lektury głównie o stare Pradze i Warszawie .Ale także o Konstancinie i to to jak interesująco !!
STARA POCZTÓWKA
Leży przede mną stara siedemdziesięcioletnia pocztówka z widokiem Kasyna w Parku Konstancińskim.Patrzę na nią i przypominam sobie niepowtarzalne lata Kraju Lat Dziecinnych uzdrawiający zapach zieleni,podmuch czystego powietrza.....Zapach zupy rakowej z koprem ,zapach pieczeni o której z góry wiedziano że będzie smaczna i zdrowa....Nieuchwytny dla nie smakosza zapach ciast...Tak jak pamiętam Kasyno w parku tak i pamiętam wymienione zapachy...
Wspominałem uprzednio o wspaniałej rzece, o Jeziorce z wodą pierwszej klasy...A teraz wielki PARADOKS PRZYRODY. Konstancin na dobrą sprawę był pozbawiony dobrej wody pitnej...Faktem jest że gastronomicy z Bruhla i Bristolu nie mogli podawać gościom ani zup, sosów , kawy czy herbaty zrobionych na wodzie z Konstancina...Dlatego podczas istnienia Kasyna - wodę pitną sprowadzano z Warszawy...Nie wiele gości o tym wiedziało, chwaląc doskonałą wodę z Konstancina ( ! )...
Re: książki warte przeczytania
06 gru 2014 - 19:11:44
Pierwsze wydanie książki w 2002 roku .Drugie wydanie tej interesującej książki ,rozszerzone , przewidywane jest w tych dniach a jego promocja ( jeżeli nie nastąpi jego opóżnienie ) będzie miała miejsce w Hugonówce 17 grudnia b.r. podczas Chanuki .
Re: książki warte przeczytania
10 gru 2014 - 19:59:22
" Kroneberg - Dzieje Fortuny" , Wydawnictwo Naukowe PWN . Bogata faktografia z dziejów polskiego pogranicza feudalizm-kapitalizm.M. in wiele informacji o rodzie Wartheimów
Re: książki warte przeczytania
19 sty 2015 - 12:08:28
Henryk Paweł Kozłowski "Kmita" "12 MIESIĘCY PRZEZ WIELE LAT. Wspomnienia z AK i inne" Bellona, Warszawa 2010. Na stronach 253, 254 wzmianki o naszej miejscowości:
"(...) Oprócz tego miejsca miałem bezpośrednie dojście do reszty ukrytej broni, którą zakopałem w podobnych skrzyniach na posesji w Jeziornej pod Warszawą (...)"
oraz: "(...) Po naradzie ustaliliśmy, ze ja zajmę się zorganizowaniem transportu i przygotuję nowe miejsce, najprawdopodobniej w Jeziorni (...)".

Niewiele, ale zawsze. Bardzo ciekawa pozycja i w ciekawej formie - polecam.
Re: książki warte przeczytania
15 kwi 2015 - 12:06:28


Julia Hartwig i Antoni Słonimski w Domu Pracy Twórczej w Oborach, lata siedemdziesiąte XX
(zdjęcie ze strony: [www.polskieradio.pl])

"Na szo­sie do Obór

An­to­ni Sło­nim­ski zmarł 4 lipca 1976 roku w wy­ni­ku ob­ra­żeń od­nie­sio­nych w wy­pad­ku sa­mo­cho­do­wym. Tego dnia na sa­mo­chód pro­wa­dzo­ny przez Alinę Ko­wal­czy­ko­wą wpadł wy­jeż­dża­ją­cy z bocz­nej drogi po­jazd. Rzecz dzia­ła się na tra­sie do Obór, gdzie stoi pa­ła­cyk Po­tu­lic­kich, kie­dyś zbu­do­wa­ny dla nie­sfor­nej sio­stry kró­lo­wej Ma­ry­sień­ki, a który w oma­wia­nym okre­sie mie­ścił Dom Pracy Twór­czej Związ­ku Li­te­ra­tów Pol­skich. Sło­nim­ski czę­sto tam prze­by­wał. Teraz je­chał na obiad, umó­wio­ny z Julią i Ar­tu­rem Mię­dzy­rzec­ki­mi. Pań­stwo Mię­dzy­rzec­cy na­le­że­li do spo­rej grupy przy­ja­ciół, któ­rzy sta­ra­li się jakoś za­go­spo­da­ro­wać we­wnętrz­ną pust­kę, jaka ogar­nę­ła An­to­nie­go po śmier­ci żony, Ja­necz­ki. Cią­gle trzy­mał się pro­sto, cią­gle pró­bo­wał za­ba­wiać przy­ja­ciół opo­wia­da­jąc aneg­do­ty z daw­nych cza­sów i wy­czu­la­jąc ich na ab­sur­dy rze­czy­wi­sto­ści. Ale to już nie było to samo.

"Tego dnia - wspo­mi­na Julia Har­twig - kiedy zda­rzył się wy­pa­dek sa­mo­cho­do­wy, który stał się przy­czy­ną śmier­ci An­to­nie­go, a więc 4 lipca 1976 roku, był on za­pro­szo­ny przez nas na nie­dziel­ny obiad do Obór, gdzie za­in­sta­lo­wa­li­śmy się na kilka ty­go­dni let­nie­go wy­po­czyn­ku. Wy­sko­czyw­szy rano w do­mo­wych spra­wach do War­sza­wy, około po­łu­dnia wra­ca­li­śmy po­śpiesz­nie do Obór, żeby zdą­żyć przed An­to­nim, który był go­ściem nad­zwy­czaj punk­tu­al­nym. Skrę­ciw­szy z szosy war­szaw­skiej na szosę wio­dą­cą z Je­zior­ny do Góry Kal­wa­rii zo­ba­czy­li­śmy tuż za skrzy­żo­wa­niem obor­skim grup­kę ludzi sku­pio­nych wokół dwóch sa­mo­cho­dów, «ma­lu­cha» i fiata 125; obok stała ka­ret­ka po­go­to­wia ra­tun­ko­we­go. Już mie­li­śmy wy­mi­nąć to zbie­go­wi­sko, kiedy wy­da­ło mi się, że do­strze­gam przez szybę «ma­lu­cha» jakby zna­jo­my pro­fil. Krzyk­nę­łam: «Artur! To An­to­ni!» - Wy­bie­gli­śmy z auta w mo­men­cie, kiedy wy­no­szo­no z przed­nie­go sie­dze­nia An­to­nie­go i Alinę Ko­wal­czy­ko­wą. Była w sta­nie cięż­kie­go szoku, pod­czas gdy An­to­ni, choć bar­dzo blady, za­cho­wał pełną świa­do­mość (...). Obie ofia­ry wy­pad­ku umiesz­czo­no w am­bu­lan­sie; Alin­kę skie­ro­wa­no do szpi­ta­la, An­to­nie­go - po oglę­dzi­nach w szpi­ta­lu - do kli­ni­ki Mi­ni­ster­stwa Zdro­wia".

Wy­da­wa­ło się, że wszyst­ko jest w po­rząd­ku. Poeta prze­żył szok, ale jego życiu nie za­gra­ża nie­bez­pie­czeń­stwo. Po­pro­sił o przy­wie­zie­nie mu do szpi­ta­la kilku dro­bia­zgów z domu, tro­chę po­żar­to­wał. Bez tego nie umiał żyć. Na świst­ku pa­pie­ru na­pi­sał czułą kart­kę do Aliny Ko­wal­czy­ko­wej, ży­cząc jej szyb­kie­go po­wro­tu do zdro­wia i za­pew­nia­jąc, że sam czuje się do­brze. Wszyst­ko wska­zy­wa­ło na to, że to ona o wiele bar­dziej ucier­pia­ła w tym wy­pad­ku. Do dziś, jak opo­wia­da, nie pa­mię­ta jego szcze­gó­łów, nie wie, jak do­szło do zde­rze­nia. Kiedy wie­czo­rem w dniu wy­pad­ku Julia i Artur Mię­dzy­rzec­cy wró­ci­li do lecz­ni­cy z dro­bia­zga­mi dla cho­re­go, An­to­ni Sło­nim­ski już nie żył.

Roz­pra­wa przed sądem re­jo­no­wym w War­sza­wie od­by­ła się bły­ska­wicz­nie. Tra­fi­ła na wo­kan­dę już we wrze­śniu, jesz­cze nim ze szpi­ta­la wy­szła Alina Ko­wal­czy­ko­wa, prze­wód zo­stał za­mknię­ty. Je­dy­ny­mi po­wo­ła­ny­mi świad­ka­mi byli spraw­ca wy­pad­ku i jego żona, któ­rej nie było na miej­scu zda­rze­nia. Wer­dykt brzmiał: nie­umyśl­ne spo­wo­do­wa­nie śmier­ci. I tylko w au­to­bio­gra­ficz­nych szki­cach pe­ters­bur­skie­go bra­tan­ka poety, mu­zy­ka Sier­gie­ja Sło­nim­skie­go, zna­la­zła się nie­dwu­znacz­na su­po­zy­cja: "Cięż­ko prze­ży­łem śmierć An­to­nie­go w wy­pad­ku sa­mo­cho­do­wym pod ko­niec lat sie­dem­dzie­sią­tych. Czy to był wy­pa­dek, czy też ktoś się o to po­sta­rał (nasi po­tra­fi­li i po­tra­fią nie takie rze­czy) - któż to wie?"

Może i do Sier­gie­ja w Pe­ters­bur­gu do­tar­ła wieść o tym, że An­to­ni wie­lo­krot­nie przed­tem po­wta­rzał przy­ja­cio­łom: "Je­że­li usły­szy­cie, że zgi­ną­łem w wy­pad­ku sa­mo­cho­do­wym, nie wierz­cie temu". Tak wła­śnie zgi­nął. Zgod­nie z za­le­ce­nia­mi KC, ne­kro­lo­gi po jego śmier­ci były ra­czej po­wścią­gli­we. Tylko w pol­skiej pra­sie emi­gra­cyj­nej i w pra­sie za­gra­nicz­nej zło­żo­no mu praw­dzi­wy hołd. A Artur San­dau­er na­pi­sał w war­szaw­skiej "Kul­tu­rze": "Je­że­li trud­no było się z nim go­dzić, to można się było z nim przy­naj­mniej kłó­cić. A o iluż na­szych pi­sa­rzach da się to po­wie­dzieć?".
(fragment książki: [ksiazki.onet.pl])

polecam całą książkę Janiny Kumanieckiej "Saga rodu Słonimskich" - najwięcej miejsca autorka poświęca najbardziej znanemu w Polsce przedstawicielowi rodu, pisarzowi
Re: książki warte przeczytania
29 kwi 2015 - 10:36:43
niebawem majówka - czas krótszych i dalszych podróży. Nasza gmina od początku XX wieku była zachwalana w przewodnikach, by ją turystycznie odwiedzić. Tak np pisał Zięckowski w 1912 roku w swoim "Najnowszym illustrowanym przewodniku po Warszawie i okolicach" o miejscowościach położonych na linii kolejki wilanowskiej...





Re: książki warte przeczytania
29 kwi 2015 - 10:38:00
25 kwietnia w siedzibie KDK miała miejsce promocja Księgi Pamiątkowej Towarzystwa MIłośników Piękna i Zabytków Konstancina, wydanej z okazji 25-lecia istnienia Towarzystwa. W księdze, dostępnej za przysłowiową cegiełkę na rzecz TMPiZK, znajdziecie masę interesujących, nigdzie nie publikowanych artykułów, jak choćby wyjątkowe wspomnienie Antoniego Marianowicza, czy też ciekawy artykuł na temat historii domu dziecka Anusia. Polecam!

zdjęcia (A.Krzyżanowski)


Re: książki warte przeczytania
09 sty 2016 - 19:11:27
Informacja Konstancińskiego Domu Kultury:

W 2015 roku, ukazało się szereg ważnych dla Konstancina publikacji. Przede wszystkim "Kalejdoskop Konstancina-Jeziorny. Przewodnik turystyczny" będący kompendium wiedzy o historii, kulturze i bogactwie przyrodniczym tegomiejsca Ponadto wydane zostały: książka pt. "Artyści dawnego Konstancina" prezentująca sylwetki 20 nieżyjących artystów z nim związanych oraz książka pt. "Zaczęło się w Jeziornie...", poświęcona konstancińskiej kolekcji wycinanek, związkom wycinanki z rozwojem papierni w Jeziornie i wpływie wycinanki na współczesne polskie projektowanie. Opracowane zostały także mapy i zestawy pocztówek a co najważniejsze zaprojektowano system identyfikacji wizualnej, który w niedalekiej przyszłości pozwoli na oznakowanie ponad 200 willi i innych zabytków Konstancina-Jeziorny.

Wszystkich zainteresowanych wydanymi w 2015 r. publikacjami na temat Konstancina-Jeziorny zapraszamy na spotkania autorskie: w sobotę 23 stycznia br. o godz. 12.00 - spotkanie z autorami książki "Kalejdoskop Konstancina-Jeziorny. Przewodnik turystyczny"; w niedzielę 21 lutego br. o godz. 16.30 - spotkanie z Hanną Kaniastą, autorką albumu "Artyści dawnego Konstancina": w marcu, w terminie, który podamy później, spotkanie z Antonim Śledziewskim i Anną Demską, autorami książki "Zaczęło się w Jeziornie.. o wycinance i jej obecności we współczesnym projektowaniu". Podczas spotkań, wymienione książki bedzie można otrzymać bezpłatnie. Adres: Konstanciński Dom Kultury, Hugonówka, ul. Mostowa 15, Konstancin-Jeziorna. Zapraszamy!







więcej zdjęć: [www.facebook.com]
Re: książki warte przeczytania
22 sty 2016 - 09:22:22
Re: książki warte przeczytania
22 sty 2016 - 13:45:57
ebook o Powstaniu Styczniowym na terenie naszej gminy, autorstwa Pawła Komosy
[www.konstancin.com]
Re: książki warte przeczytania
29 sty 2016 - 15:48:16
W 2015 roku powstały także następujące publikacje:
"Zespół ludowy URZECZENI" wydane przez Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Oddział w Czersku
"Z kultura, z tradycją, ze smakiem" wydane przez Powiat Piaseczyński-o kulturze Łurzyckiej i nie tylko
Wiersze Łukasza Maurycego Stanaszka "Nadwiślańskie Urzecze" - są to wiersze o kulturze Urzecza -do książki dołączona jest kolorowano-wycinanka.
Książki są ładnie wydanesmiling smiley Można je dostać w Starostwie w Piasecznie.
Re: książki warte przeczytania
08 lis 2016 - 11:51:25
ciekawostka - w Mazowieckiej Bibliotece Cyfrowej dostępna jest wydana niedawno książka "Nasi bohaterowie - powstańcy 1944 roku: Warszawa, Wilanów, Powsin, Jeziorna i Konstancin". Nie wychodząc z domu można poczytać o wstrząsających losach powstańców i poprzeglądać unikalne zdjęcia...


[mbc.cyfrowemazowsze.pl]

i kolejna książka dotycząca regionu udostępniona w wersji elektronicznej przez Mazowiecką Bibliotekę Cyfrową
"Powsińska biesiada" - powsińskie pieśni i przyśpiewki oraz książka kucharska


[mbc.cyfrowemazowsze.pl]
Re: książki warte przeczytania
01 sty 2017 - 17:05:51
Maciej Loba
"Andrzej Grzybowski Polski historyzm współczesny"
"Autor niniejszej publikacji, historyk sztuki, przedstawia sylwetkę i dokonania twórcze wyjątkowej postaci: Andrzeja Grzybowskiego - aktora, znawcy i praktyka jeździectwa, które to pasje w wielu aspektach uwiecznia na swych rysunkach, a przede wszystkim projektanta wnętrz i architektury tradycyjnej."

W publikacji znajdziemy wiele Konstancinskich realizacji Andrzeja Grzybowskiego m.in. Dom pod Gryfami, Pallas Athenae, Dom nad Wodą czy rezydencja w Bielawie. Wszystkie uzupełnione o projekty, zdjęcia i szkice.
Re: książki warte przeczytania
03 cze 2017 - 20:07:39
Polecam wydaną w tym roku arcyciekawą książkę Witolda Malesy-Bonieckiego o niebanalnych ludziach związanych (bardziej bądź mniej) z Konstancinem. Doskonale się czyta w cieniu konstancińskich sosen!

"Konstancin – niewielka miejscowość pod Warszawą, malowniczo położona wśród rozlewisk rzeki Jeziorki – stał się po ostatniej wojnie siedzibą Domu Pracy Twórczej ZAiKS-u. Przyjeżdżali tu i przyjeżdżają nadal twórcy polskiej kultury: pisarze, poeci, malarze, kompozytorzy. W czasie moich wielokrotnych i długotrwałych pobytów w Konstancinie miałem możliwość poznać ich, a czasem i zaprzyjaźnić się z niektórymi. Byli wśród nich: Monika Żeromska, ­Tadeusz Różewicz, Anna Pogonowska, Mieczysława Buczkówna, Julian Stryjkowski i jeszcze wielu, wielu innych. Większości z nich już dziś nie ma, odeszli tam, skąd się nie wraca. Ja jednak nadal przyjeżdżam do Konstancina, spaceruję wśród starych sosen w Parku Zdrojowym, widzę nadal ich twarze, słyszę ich głosy, słucham ich opowieści. O tych moich spacerach wśród cieni starałem się opowiedzieć w tej książce."
"Cienie wśród sosen" Witold Malesa-Boniecki



[www.facebook.com]



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 2017-06-03 20:10 przez pionek AGORY.
Re: książki warte przeczytania
28 sie 2017 - 11:45:17
Kilka miesięcy temu głośno było o amerykańskim filmie "Azyl", opierającym się na historii Jana i Antoniny Żabińskich, którzy pomagali Żydom w czasie II wojny światowej ukrywając ich w warszawskim ogrodzie zoologicznym.
Pierwowzorem filmu była książka "Ludzie i zwierzęta", autobiografia Antoniny Żabińskiej, żony dyrektora warszawskiego ZOO.

W książce tej możemy znaleźć również ciekawy "konstanciński" wątek. Otóż w czasie II wojny do mieszkania Żabińskich zatelefonowano z samego gabinetu gubernatora Fischera, aby się doń natychmiast wstawił.

W domu zapanował popłoch, żona przy wyjściu zapytała się go czy ma swój cyjanek.

Po dłuższej nieobecności Jan Żabiński powrócił cały i zdrowy, i jak wyjaśnił:

"Wiesz, czego chcieli? Nigdy byś nie odgadła! Z biura gubernatora zawieziono mnie autem do Kon­stancina, do prywatnej rezydencji Fischera. Bo straż­nicy zauważyli, że w całej okolicy i w lesie pełno zaskrońców. Nasi inteligentni władcy mieli pietra, że to jakaś organizacja podziemna rozrzuciła żmije, próbu­jąc w ten sposób dokonać zamachu na rząd. Wierzyć się wprost nie chce w bezmiar ignorancji i głupoty, żeby we własnym zakresie nie poradzić sobie z takim zagadnieniem! Podobno Leist wskazał im na mnie, jako na jedyny autorytet w tej dziedzinie. Dowiodłem im, że to nie żmije, tylko zwykłe zaskrońce, chwytając je gołą ręką, i zapewniłem, że żadne niebezpieczeństwo ludziom nie grozi".
Re: książki warte przeczytania
26 kwi 2018 - 14:08:31
Barwny opis powojennego życia w Skolimowie, pochodzący z książki „A po wojnie po skończonej” Pawła Wiktorskiego, przesłany przez J.Krogulską:
„Przez sześć lat dojeżdżałem codziennie do pracy z Żyrardowa lub Skolimowa. Dojazdy z Żyrardowa były wygodniejsze, choć dłuższe, bo docierałem pociągiem do centrum miasta. Trwało to niecałe dwa lata. W grudniu 1949 roku zmarła moja matka i zasadnicza nić, wiążąca mnie z tym miastem, zerwała się. Wówczas sprowadziłem się z żoną i córkami do Skolimowa, do domku, będącego własnością moich teściów. Każdy warszawiak zazdrościł tym, którzy mieszkali w Skolimowie lub Konstancinie. To były renomowane południowe płuca Warszawy, tak jak Milanówek był płucami zachodnimi, a Otwock wschodnimi. Ale klasyczny warszawiak znał Skolimów ze świątecznych wojaży i z odwiedzin znajomych, których ogródki tonęły w kwiatach, a cień drzew rozkosznie chłodził rozpalone stołeczne czoło. Zjadało się truskawki z cukrem lub poziomki ze śmietaną, odbywało spacer do Chylic albo lasami w kierunku Baniochy, a potem wracało do Warszawy, kolebiącą się ciuchcią. To był ten uroczy Skolimów pełen suchego piasku pod nogami, żywicznego zapachu sosen w powietrzu i zieleni łąk, obrzeżających leniwie płynącą Jeziorkę. Chlubiono się restauracją Berentowicza, wspomnieniami o Wacławie Gąsiorowskim i Stefanie Żeromskim, długowiecznością emerytów i osobą pani Pate, która na siwym koniku buszowała między sosenkami. Sezonowe artykuły kupowało się na wiejskim targu w sposób tradycyjny i wzruszający – masło na osełki, jagody na dzbanuszki, serki na gomółki i śmietanę na szklanki.
Ale istniał też drugi Skolimów. Uroczy drewniany domek, który był radością w lecie, stawał się dla stałych mieszkańców udręką w zimie. Ubikacja przy komórkach, woda w studni z kołowrotem, żywność dowożona z Warszawy. W Skolimowie mieszkało się, ale nie pracowało, w Warszawie pracowało i kupowało, ale nie mieszkało. Trzeba było więc dojeżdżać z anemicznym śniadankiem w papierku i wracać z teczką, pełną mniej lub więcej udanych zakupów. Ach ta teczka! Była równie znamiennym rekwizytem ówczesnego urzędnika jak melonik angielskiego clerka. Przydziały węgla nie wystarczały, opał więc należało dokupić, płacąc horrendalne ceny. Płaciłem więc i cieszyłem się, że mogę go zdobyć, bo w podszytym wiatrem domku co rano odczytywałem na pokojowym termometrze 5 stopni. Trzeba było pomyśleć o specjalnym „funduszu węglowym”, w który kolejno przekształcił się przedwojenny patefon z płytami, następnie walizkowe włoskie radio – prezent ślubny od moich kolegów, a wreszcie pamiątkowy złoty zegarek po babce Julii.
Dojazdy autobusem stanowiły osobny rozdział. Początkowo kursowały zdezelowane ciężarówki okryte płóciennymi budami, istny demobil transportowy, później pojawiły się stare autobusy, poobijane, trzęsące, prawie bez resorów, na które nigdy nie można było na pewno liczyć. Znosiliśmy te drobne i większe tarapaty z humorem, który nigdy nie opuszczał mieszkańców Skolimowa.
Niekiedy zdarzały się dodatkowe atrakcje. A to pies, który nie chcąc rozstawać się z panem, szedł w zawody z autobusem i wygrywał wyścig, a to znów co innego. Kiedyś i ja stałem się bohaterem widowiska.
Mieliśmy trzy gęsi. Pierwszą żona kupiła, bo „trafiła się okazja”, drugą, bo „jednej jest smutno”, a trzecią bo „popatrz, jaka ładna”. Rzeczywiście ta trzeba była najładniejsza. Przed wyjściem do pracy wypuszczałem ptaki z komórki na zaplecze domku ogrodzone siatką. Tak zrobiłem pewnego ranka. Dzień zapowiadał się piękny, bezwietrzny, ciepły i to może wprawiło gęsi w radosny nastrój. Przebiegły kilka kroków, machnęły skrzydłami, podskoczyły i wzbiły się w powietrze. One szybują w kierunku ulicy Prusa, a ja stoję ogłupiały i wściekły. Pierwsza myśl: „pal je licho”. Przypomniałem sobie jednak, że mięso jest na kartki i przydział tygodniowy starcza tylko na trzy obiady. Trzy gęsi to piętnaście kilogramów białka, i to jakiego gatunku! Odrzuciłem więc dumę z serca i pobiegłem za ptakami. Ulica Prusa, gospoda pod sosenką, kiosk z gazetami, drogeria. Przemknąłem koło przystanku PKS, gdzie przywitały mnie brawa pasażerów, oczekujących na autobus, i okrzyki: „Naprzód! Gazu!”. Skręt w prawo, skręt w lewo, ulica Chylicka. Ptaki zniżyły lot, przypikowały i wylądowały na szosie koło piekarni pana Okrasy. Zawróciły w moim kierunku, zagęgały i przystanęły. Byłem bez tchu i gwałtownie szukałem w pamięci jak się woła na gęsi. Wiedziałem, że do kur mówi się „cip cip cip”, do kaczek „taś taś taś”, a jak do gęsi?! W nowelkach dla dzieci sierotki wołały „halela, gąski moje, halela!”, więc pełen pasji krzyknąłem „cholera, gąski moje,cholera”! i o dziwo – ptaki ruszyły w kierunku z którego nadbiegłem, czyli do domu. Znów przystanek PKS, okrzyki pod moim adresem, oklaski, wreszcie furtka na ulicy Środkowej. Gdy ją otwierałem, szosą przemknął autobus, z którego okien pozdrawiały mnie dłonie odjeżdżających.”

Autor książki mieszkał w willi Ziemianka przy ul Środkowej (jej zdjęcie pochodzi z filmu „Romans Teresy Hennert”)



[www.facebook.com]
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Online Users
Guests: 37
Record Number of Guests: 1644 on 04 wrz 2017