Portal Konstancin.com Historia okolic Konstancina-Jeziorny Muzeum Konstancina Serwis zdjciowy Konstancin-Jeziorna Filmowe migawki z Konstancina-Jeziorny Forum Konstancina
Witaj! » Zaloguj » Utwórz nowy profil » Szukaj
Re: artykuły warte przeczytania
02 lis 2016 - 19:37:08
Do mania - dziękuję ! smiling smiley

zgodnie z życzeniem, następny tekst

[miniaturyhistoryczne.blogspot.com]

w
Re: artykuły warte przeczytania
04 lis 2016 - 09:40:41
[www.facebook.com]

Dziś opowiem o pewnej górze którą starsze pokolenie doskonale pamięta, młodsi zaś nazwę jej znają tylko z nazewnictwa dzielnicy Konstancina.
Początkowo granica Konstancina kończyła się od południa na ulicy Piasta. Popyt na działki w okolicach Warszawy, a w szczególności w Konstancinie, spowodował że Potuliccy zdecydowali się na rozparcelowanie kolejnego fragmentu lasu. Nowa południowa dzielnica Konstancina - Królewska Góra , została rozparcelowana w drugiej połowie lat 20-tych XX wieku (zachował się plan parcelacyjny z 1926 roku a przy sporządzaniu projektu brał udział podobno sam Tadeusz Tołwiński). Co ciekawe, jak zauważył Tomasz Lachowski – na mapach wojskowych z początku lat 30-tych nowo wytyczonych ulic jednak jeszcze nie ma. Nowe ulice zostały dowiązane do ulic sąsiedniego Skolimowa i Konstancina, jednak jej siatka nie była tak regularna jak w pozostałych letniskach. Najmniejsze parcele były wielkości 1500 m2 a największe ponad 10 000 m2. Największą parcelę posiadał Juliusz Wertheim – składała się z 18 działek (każda o pow. 2325 m2). To na niej powstała zaprojektowana przez Czesława Przybylskiego legendarna willa Julisin bezprawnie wyburzona w 2008 roku.
Wróćmy jednak do sedna. Skąd się wzięła nazwa nowej dzielnicy? Wspomina o tym przewodnik po okolicach Warszawy wydany 1953 "Konstancin wraz z legendarną Królewską Górą wiążącą ją z postacią króla Jana III Sobieskiego wysuwa się na czoło letnisk podwarszawskich położonych w dolinie Jeziorny".
Natura zawsze była bliska Janowi III, który był miłośnikiem myślistwa, a przy swoich rezydencjach z upodobaniem zakładał wspaniałe ogrody. Nic też dziwnego, że na bazie ogromnej popularności króla w szerokich kręgach społeczeństwa przypisywano mu udział w zasadzeniu lub chociażby krótki odpoczynek pod szczególnie okazałymi drzewami. Lokalne przekazy, często potwierdzone przez fakty historyczne, przypisują Jana III Sobieskiego do miejsc, gdzie lubił odpoczywać. Na terenie Żółkwi takim miejscem jest góra „Haraj”, a w Janowie - Królewska Góra lub Królewski Nos nad Stawem Janowskim. Również Konstancin posiadał taką górę. Była to olbrzymia wydma, jedna z największych w okolicy, położona przy dzisiejszej ulicy Uzdrowiskowej. Została w części zniwelowana pod koniec lat 60-tych gdy wybudowano na niej szpital kardiologiczny MSWiA. Owa Królewska Góra do dziś pozostaje we wspomnieniach starszych mieszkańców jako popularne miejsce zabaw. To z niej zimą zjeżdżano na sankach oraz na nartach – dziś podobną funkcję spełnia górka saneczkowa na Grapie (czyli skarpa wiślana).
Przez wiele lat Królewską Górę upamiętniała nazwa ulicy biegnącej u jej podnóża – ulica Królewska. Dopiero po wybudowaniu szpitala zmieniono jej nazwę na ulicę Uzdrowiskową, jednak na jednym z domów zachowała się jeszcze stara tabliczka z nazwą ulicy Królewskiej.
W zeszłym roku szpital został zburzony. Podobno planowany jest nowy gmach, jednak na razie działka stoi pusta. Skoro w chwili obecnej nie mieszczą się tu instytucje lecznicze, może warto byłoby wrócić do pierwotnej nazwy ulicy, która nie wzięła się tu z przypadku… Dziś mamy jedynie nazwę dzielnicy, której legendarnego pochodzenia wielu mieszkańców nie zna…
Re: artykuły warte przeczytania
17 gru 2016 - 22:34:45
Re: artykuły warte przeczytania
22 gru 2016 - 08:05:19
[warszawa.wyborcza.pl]

Zburzona osiem lat temu willa Julisin w Konstancinie zostanie odbudowana. Zgodę wydała Barbara Jezierska, wojewódzki konserwator zabytków. Będzie to pierwszy w okolicy Warszawy przypadek odtworzenia cennego obiektu bezprawnie rozebranego
- Budynek z zewnątrz będzie wierną kopią rozebranego obiektu. Uzyska tę samą bryłę, gabaryty, materiały na elewacjach, kształt i pokrycie dachu. Tylko w środku będzie coś innego - mówi Barbara Jezierska.

Dla miłośników architektury i obrońców zabytków zburzenie Julisina było trudnym do wyobrażenia barbarzyństwem. Otoczona rozległym ogrodem luksusowa modernistyczna willa przy ul. Żółkiewskiego należała do najcenniejszych rezydencji Konstancina-Jeziorny. Powstała w latach 30. XX w. dla Gustawa Wertheima, pierwszego dyrektora warszawskich tramwajów elektrycznych. Zaprojektował ją znakomity architekt Czesław Przybylski, którego dziełem jest też m.in. "Dom bez kantów" przy Krakowskim Przedmieściu. Przed wojną w willi Wertheima odbywały się bale i koncerty dla elit towarzyskich stolicy. W czasie okupacji rezydencję zajął niemiecki gubernator Warszawy Ludwig Fischer, po wojnie wprowadził się tu Bolesław Bierut. Potem Julisin pełnił funkcję domu dziecka i szpitala uzdrowiskowego. W 2004 r. willę kupiła firma Konstancin Real Estate Management - jedna ze spółek Jana Wejcherta, współzałożyciela telewizji TVN. Miała pozwolenie na modernizację Julisina i dobudowę do niego krytego basenu. Zamiast to zrobić, w 2008 r. otoczyła budynek kurtyną z zielonego brezentu, by nic z zewnątrz nie było widać, po czym całkowicie zburzyła willę, łącznie z fundamentami. Nie miała na to zgody ani konserwatora, ani nadzoru budowlanego. Tajemnica wyszła na jaw, gdy okoliczni mieszkańcy zobaczyli wyjeżdżające zza zasłony wywrotki z gruzem. Prezes spółki Witold Sadowski twierdził, że dom trzeba było zburzyć, bo był kompletną ruiną i groził zawaleniem, ale na zdjęciach zrobionych dwa lata wcześniej na zlecenie konserwatora widać budynek w dobrym stanie. Inwestor chciał zalegalizować dokonaną rozbiórkę. Argumentował, że willa nie była w rejestrze zabytków, nie musiał więc prosić o zgodę konserwatora. Figuruje w nim jednak układ urbanistyczny Konstancina, którego ważnym elementem był Julisin. Wojewódzki konserwator nie tylko nie zgodził się na legalizację samowoli, ale w 2010 r. nakazał spółce odbudowę willi. Inwestor odwoływał się do Ministerstwa Kultury, potem do wojewódzkiego i naczelnego sądu administracyjnego. Przegrał we wszystkich instancjach.

- Julisin był objęty ochroną konserwatorską i mają tu zastosowanie przepisy o ochronie zabytków - oznajmił sędzia Leszek Kamiński, oddalając w NSA skargę inwestora.

W międzyczasie spółka Konstancin Real Estate Management sprzedała tę nieruchomość. Nowy właściciel nabył działkę obciążoną konserwatorskim nakazem odbudowy. Ma gotowy projekt odtworzenia domu.

- Nasza determinacja spowodowała, że udało się sprawę doprowadzić do końca i wydać pozwolenie na odbudowę willi - zaznacza Barbara Jezierska. Jej zgoda obejmuje też remont zachowanej oryginalnej stróżówki. Obok willi ma powstać basen.
Re: artykuły warte przeczytania
07 lut 2017 - 08:52:55
do pionek AGORY

Przepraszam, że dopiero teraz przeczytałem Twój post.
Piękne uzupełnienie mojego ostatniego wpisu.
I należy się cieszyć z takich decyzji. Determinacja, determinacja... W tego typu przypadkach jest niezbędna.
Zobaczymy jakie będą wyniki tej decyzji...
Re: artykuły warte przeczytania
07 lut 2017 - 08:59:33
Zapewne nic oryginalnego, szczególnie dla znawców tematu, którzy pojawiają się na tym forum
Ale może kogoś choć trochę zainteresuje...


[miniaturyhistoryczne.blogspot.com]

[miniaturyhistoryczne.blogspot.com]

[miniaturyhistoryczne.blogspot.com]

[miniaturyhistoryczne.blogspot.com]
Re: artykuły warte przeczytania
13 lut 2017 - 12:20:31
ciekawostka z prasy podesłana przez Tomasza Lachowskiego

Zabójstwo podczas sprzeczki w restauracji na Królewskiej Górze (1937 r)

Re: artykuły warte przeczytania
11 kwi 2017 - 10:21:57
Jakiś czas temu opisywałem historię Królewskiej Góry (skąd się wywodzi nazwa, gdzie znajdowała się ta historyczna wydma itp )
Ostatnio trafiłem na opis tego miejsca pochodzący z 1934 roku. A brzmi on tak:
"W oborskich lasach jest pagórek niewielki, brzeziną wyłącznie, wśród borów porosły. Potomność pilnie tego miejsca strzeże i drzewiną go inną dla wyróżnienia obsadza bo tu król Jan pieniem rogów myśliwskich ciesząc słuch - spoczynku zażywał. Aby rzecz ta niczyjej nie uszła uwagi, pagórek zwą "królewską górką". Dziś bór uległ przetrzebieniu i parcelacji, a wokół królewskiej górki powstaje letnisko Królewska Góra..."
Re: artykuły warte przeczytania
08 cze 2017 - 09:58:39
Re: artykuły warte przeczytania
13 cze 2017 - 11:38:59


stodoła w Skolimowie ("Wieś i miasteczko" 1916 r)

Niech to zdjęcie będzie ilustracją do poniższego ostatnio odnalezionego przeze mnie artykułu z 1934 roku przedstawiającego tutejsze okoliczne wsie:

„… wśród tych lasów i łęgów nadwiślańskich, nierzadko wydmami idealnie parabolicznego kształtu upstrzonych (koło Czarnowa), wśród jałowych, piaszczystych połaci, porosłych janowcem, rozchodnikiem, macierzanką wonną i wiecznie zielonym jałowcem, co „korzeń ma długi, jak ludzka bieda”, siedzą cicho przyczajone, bynajmniej nie spokojne wsie mazowieckie, nieraz bardzo stare o ludności z kości i krwi polskiej, albo mieszanej niemieckiej. Szczególnie się to w oczy rzuca że okolice Warszawy gęsto są osiadłe przez kolonistów niemieckich, zwłaszcza na Powiślu. Osiedleńcy, obcy przybysze, szybko się przecie zaaklimatyzowali na lechickich włościach i nawet są dość pożyteczni, o ile trafili w gęstsze skupienie ludności miejscowej, bowiem przyniósłszy z sobą zachodnią, wyższą kulturę materjalną, podnieśli, przyznać im to trzeba, ogólny poziom gospodarczy i sami się dość szybko, bo już w trzecim, czwartym pokoleniu zasymilowali. Tak było np. w Wierzbnie i Solcu (Szulcu). Ale są okolice, gdzie „Śwabska” zwartą siedzą gromadą. Ci nie polszczeją, gospodarstwa świetnie prowadzą, korespondują z krajem macierzystym, abonują pisma niemieckie, mają wzorowo prowadzone szkoły ludowe, niemieckie i wiecznie polskim chłopkom od Wasserpolaków wymyślają.
Z osad rdzennie niemieckich na czoło się wysuwają w okolicach Piaseczna, gdzie mają „kirchę”: Betticherów, Nowo-Iwiczna, w żywym kontraście pozostająca do polskiej Starej-Iwiczny, Juljanów i pod Górą Kalwarją – kolonja Kąty. A w rdzennie polskich wsiach i osadach odwiecznych, jak w Czersku, Moczydłowie, Pilawie, Zabieńcu, Jastrzębiu, Czarnowie, Szymanowie, Kawenczynie, Łęgu, Bielawie, Słomczynie, czy innych Kopytach podawnemu kmieć w znoju i krwawym pocie za pługiem zgarbiony, klnąc cicho, chodzi, jak dawniej, „przy świętej niedzieli po krześcijańsku” pije, a podochocony przy lada okazji za kłonicę chwyta, zbywając się tą drogą nadmiaru sił żywotnych, po dawnemu się z Żydem pachciarzem-faktorem wykłóca, targuje – i podawnemu szczerze, jak prawy potomek słowiańskiego szczepu, pozostał gościnny i hojny. W pobliżu miasta jeno zeszpecił swą mowę i obyczaje, że już nie poznasz czy to stróż warszawski, czy kmieć, „pan na trzech morgach”. Na tym już miasto wyryło swe piętno, już nie będzie przed tobą szczery i wylany, już cię nie przyjmie z otwartemi ramionami, a za najmniejszą drobnostkę każe sobie płacić, „bo tera cienżkie som caszy psze pana”. Popatrzysz takiemu w chytre, załzawione a „paskudne” ślepia, zastanowisz się chwilę, „czy to pies czy wydra” i pójdziesz dalej szukać polskiego chłopa. Jak dalece miasto wywiera swój wpływ na kształtowanie się języka – niechaj posłuży taki przykład: Nazwę Piaseczno wymawiają na dalekich, zapadłych wsiach Piosecno, Piasiecno lub zgoła Pisiecno, bliżej Warszawy, na wsiach takich, skąd gospodynie wyjeżdżają nawet do stolicy od czasu do czasu, mówią już Piaszecno, a na letniskach służące i stróże, rekrutujący się ze wsi okolicznych, mówią Piaszeczno, z czasem co bliższem jest pierwowzoru, Pioseczno…”


[www.facebook.com]
Re: artykuły warte przeczytania
17 cze 2017 - 16:14:06
z "Muchy" (lata 20-te XX wieku)

Tren letniczki w Skolimowie pod Warszawą

O wy, co w pokaźnej górze
Tkwicie u kmieci na furze,
Napełniacie całe worki,
Kartofelki, kalafiorki,
Wy fasole, rzodkwie, rzepy,
Wy cebule, kalarepy,
Rabarbary i szpinaki,
Czosnku, tworze ladajaki,
Ty kapusto, ty sałato,
Czemu to, gdy przyjdzie lato,
Choć was ziemia rodzi w lecie
Tak piekielnie drożejecie?
Toć człek o średniej kieszeni,
Co się tu letnikiem mieni,
Nieraz się was nie dokupi,
Tak go kmiotek dziarsko złupi,
Co w Warszawie, bardzo proszę,
Dostanie za cztery grosze,
To tu, w Skolimowskiej dziurze,
Niczem złoto tkwi na furze
I choć tego jest jak sieczki,
Płać kmiotkowi złotóweczki,
Jednak twierdzą wkrąg letniki,
Że podobno są cenniki,
Co wśród kmiecich fur areny
Regulować mają ceny.
Czy są? Nie wiem. Niema. Szkoda.
Może śpi pan Wojewoda?
A może rzecz taka prosta,
Że śpi również pan Starosta?
I nie wiedzą dwaj panowie,
Co się dzieje w Skolimowie.
Więc się „Mucha” dzisiaj trudzi
Więc ich „Mucha” obu budzi,
I z tą prośbą do nich leci:
- weźcieże się za tych kmieci,
Weźcieże się za te fury,
Co zdzierają siódme skóry.
Weźcieże się, prosi pięknie,
Bowiem letnik w lot ucieknie
W inne gminy i powiaty
Gdzie za marchew i sałaty
Bober, szpitank, kartofelki
Oraz owoc ziemi wszelki
Płacić mu nie każą franty,
Jak za perły lub brylanty.





Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2017-06-17 16:14 przez pionek AGORY.
Re: artykuły warte przeczytania
28 cze 2017 - 14:39:29
Zapraszam do zapoznania się z krótką informacją o zapomnianym mieszkańcu Skolimowa,
Konradzie Meklenburgu

[miniaturyhistoryczne.blogspot.com]



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2017-06-28 14:40 przez sadyk.
Re: artykuły warte przeczytania
17 lis 2017 - 10:20:00
W najnowszym numerze Biuletynu Informacyjnego AK na 28 stronie przeczytacie ciekawy artykuł Witolda Rawskiego dotyczący Rejonu V "Gątyń" Obwodu VII "Obroża", czyli o jednostkach Armii Krajowej działających w czasie II Wojny Światowej na terenie naszej gminy.

[biuletyn-ak.pl]
Re: artykuły warte przeczytania
12 lut 2018 - 09:51:26
Mieliśmy ostatnio kilka większych remontów dróg (m.in. remont ulicy Mirkowskiej). A jak dawniej bywało ze stanem dróg w naszej gminie? Ciekawy artykuł z 1939 r przesłał Tomek Lachowski:
„Zaniedbanie Chylic. Już kilkakrotnie pisaliśmy o bezdrożach w Chylicach-letnisku, gmina Skolimów-Konstancin. Ostatecznie zaopatrzono część ulicy Długiej w twardą nawierzchnię lecz w dzielnicy południowej, gęsto zamieszkanej nic nie zrobiono na lepsze. Wszystkie poprzeczne ulice w kierunku południowym nie nadają się zupełnie do przeznaczonego celu, gdyż są po części nie zniwelowane, tworzą głębokie piaski i dlatego odcięci jesteśmy prawie od świata dalszego. Nawet straż ogniowa w razie nieszczęścia, nie może przybyć na miejsce pożaru, co już się zdarzyło. Zaniedbanie pod względem komunikacyjnym i kulturalnym letniska Chylice jest w stosunku do Skolimowa, Konstancina bardzo rażące i dla samej gminy szkodliwe, gdyż Chylice odznaczają się wśród naszych okolic podwarszawskich wyjątkową malowniczością i rozbudowałyby się znakomicie w lepszych warunkach. Tymczasem place już dawno kupione nie mogą być zabudowane, gdyż nawet dowóz materiałów budowlanych jest niemożliwy, a place służą do kołowej komunikacji, niszcząc je oczywiście. Nawet piesza komunikacja jest bardzo utrudniona a dla ludzi starszych, chorowitych niemożliwa z powodu braku najprymitywniejszych chodników. Chylice znajdują się pośród sosnowych lasów, licznych piaszczystych wzgórz, zarosłe zagajnikami iglastymi, grunt wszędzie piaszczysty, przepuszczalny, że nawet po przejściu wielkiej ulewy nie ma śladu wilgoci, co czyni Chylice nadzwyczaj zdrowym, suchym letniskiem. Właściciele nieruchomości przy ulicy Leśnej wyrazili nawet gotowość, prócz płaconych podatków złożyć pewną sumę jako zapomogę na ulepszenie tej ulicy, lecz i ta propozycja została odrzucona. Nawet na wykonanie kawałka chodnika przy ul. Leśnej nie możemy się doczekać. Wszelkie podania i prośby skierowywane od wielu lat do zarządu gminy i powiatu wydziału drogowego nie odnoszą żadnego skutku. W naszej gminie nie brak bezrobotnych, więc możnaby zamiast bezpłatnych zapomóg nie jedną inwestycję wykonać. A możeby Fundusz pracy także dopomógł?”

Autor artykułu dziś byłby chyba usatysfakcjonowany – stan chylickich ulic jest jednym z lepszych w gminie.
Re: artykuły warte przeczytania
04 kwi 2018 - 12:16:02
Tyle się dziś słyszy o kradzieżach „na wnuczka”, „na policjanta”… ale dawniej to były sposoby! W 1926 roku w Mirkowie okradziono inżyniera papierni metodą „na hrabiankę”! Poniżej artykuł z Expressu Kujawskiego z 1926roku:
„Fałszywa hrabianka Komorowska okradła doszczętnie inżyniera papierni w Jeziornie
Inżyniera papierni Mirków w Jeziornie, p. Ludwika Bukowskiego spotkała wyjątkowa przykrość. Przed pół rokiem zjawiła się na terytorium papierni młoda, przystojna blondynka. Zapytana przez portiera o cel wizyty, odrzekła, że pragnie pomówić z inż.Bukowskim. Życzeniu nieznajomej stało się zadość. Podczas rozmowy wybuchła spazmatycznym płaczem.
–Jestem hrabianka Stanisława Komorowska – zawołała, hamując łkanie – uciekłam od rodziców! Mówiono mi, że pan ma dobre serce…
Inżynier pocieszył strapioną arystokratkę, obiecał wpłynąć na surowych rodziców, a prócz tego zaproponował, by zechciała zamieszkać pod jego dachem, póki sprawa nie przyjmie pożądanego obrotu. Blondynka z radością skorzystała z zaproszenia. Nazajutrz, gdy p.Bukowski udał się do fabryki, okradła mieszkanie i uciekła, zabierając biżuterię, gotówkę, garderobę, bieliznę – o wartości 6 tysięcy złotych. Poszkodowanego poinformowano w urzędzie śledczym, że Komorowska jest znaną oszustką. Rolę pokrzywdzonej przez rodziców hrabianki odgrywa od kilku lat. Zdążyła objechać niemal wszystkie miasta Rzeczypospolitej i okradłam mnóstwo szanowanych domów mieszczańskich – zawsze według utartego szablonu. Komorowska pochodzi z Łodzi. Jest córką robotnika fabryki Geyera, liczy trzydzieści wiosen, ale podaje się za podlotka. Bystra, inteligentna, zdobyła książek duży zasób wiadomości, które pozwalają jej odgrywać rolę światowej panny. Okradzony inż. Bukowski wyznaczył 200 zł nagrody za wskazanie adresu bezczelnej oszustki, która pozatem jest poszukiwana przez sądy: krakowski, łódzki, radomski i kielecki.”


[www.facebook.com]
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Online Users
Guests: 51
Record Number of Guests: 1644 on 04 wrz 2017