Tomasz Zymer
Przypominam, że wzdłuż gazociągu (który będzie zakopany w ziemi) przebiega strefa szeroka na od kilku nawet do 50 metrów w obu kierunkach od osi gazociągu, na której nie wolno prowadzić żadnych inwestycji wymagających pozwolenia na budowę, kłaść fundamentów, lokalizować budynków i innych obiektów / drzew mogących uszkodzić sieć. Szerokość pasa strefy zależy od przepustowości gazociągu. W naszym przypadku będzie to prawdopodobnie 15 m w obie strony od osi gazociągu.
Ten gazociąg będzie przecinał np. (obecne i budowane w przyszłości) drogi i różnego rodzaju sieci energetyczne, wodociągowe kanalizacyjne itd.
Zakazy budowy i ewentualne wywłaszczenia chyba głównie dotkną zabudowy kubaturowej i najczęściej indywidualnych inwestorów. Na razie nie wiadomo o jaką liczbę osób i ile działek chodzi.
Powstanie pas "ziemi niczyjej", ale może ktoś kompetentny powie jak to dokładnie będzie się odbywać od strony prawne i organizacyjnej.
Jak będzie wyglądało budowanie dróg gminnych, kanalizacji itp. po trasie przecinającej taki gazociąg. Czy, a jeżeli tak, to jakimi dodatkowymi procedurami i wymogami zostanie obarczona gmina i jakie dodatkowe koszty będą się z tym wiązały.
Jeżeli chodzi o mieszkańców, to pozostaje sprawa ewentualnych wywłaszczeń. Jak one miałyby wyglądać. Czy nie będzie tak, że gazociąg przetnie ludziom działki, czy domy i uniemożliwi sensowne (czy dotychczasowe) ich wykorzystywanie, a odszkodowania będą symboliczne za skrawek gruntu, w którym fizycznie zlokalizowana jest rura.
Tomasz Zymer
Jak Państwo zapewne zwrócili uwagę, decyzja o gazyfikacji Siekierek zbiega się w czasie z ograniczeniami dostaw rosyjskiego gazu do Polski, które, choć na razie "sondażowe", wyraźnie wydają się być preludium do większej politycznej akcji. Po przestawieniu warszawskich ciepłowni na gaz, będzie można lepiej regulować temperaturę w mieszkaniach i w polskim Sejmie oraz Rządzie RP za pomocą moskiewskiego kurka.
Siekierki to jedno, ale zacznijmy się martwić o siebie. Obecnie (od dobrych kilku-kilkunastu lat) w gminie chyba nie ma możliwości zaopatrywania nowo wznoszonych obiektów w ciepło ze źródeł opalanych paliwem stałym (węgiel, drewno).
Jedynym obejściem zakazów są chyba tylko kominki i np. ogrzewanie przez rozprowadzanie gorącego powietrza, ale to nie może być jedyne-główne źródło ogrzewania wskazane w projekcie i wniosku do pozwolenia na budowę.
Pomijając stronę ekonomiczną, czyli ceny gazu, to ciągle pozostaje kwestia niepewności dostaw. Magazyny i zapasy nie starczą na długo, terminal gazu skroplonego (który tani nie będzie) to też wielka nie wiadoma, gazociągu z Norwegii nie ma i nigdy już nie będzie, na wydobyciu gazu łupkowego łapę położy wujek Władimir rękami Niemców i Francuzów, którzy zrobią wszystko, żeby tylko się wujek nie rozzłościł, a polaczki niech tam sobie zdychają.
Mamy w gminie zabudowę jednorodzinną. Komu został z dawnych czasów piec węglowy ten ma i korzysta.
Mamy także osiedla bloków.
Grapa od lat ogrzewana z kotłowni gazowych. Przygotowanie ciepłej wody również często oparte na gazie.
Od jakiegoś czasu drugie spore osiedle, czyli Mirków również ogrzewany gazem z lokalnych źródeł.
Pozyskiwanie energii z gruntu z większych głębokości, to wciąż niszowy temat bez 100% pewności źródła przy poniesionym nakładzie. Gmina budując ratusz za miliony może sobie takie rzeczy robić (kto bogatemu zabroni), ale przeciętnego kowalskiego nie stać na drogie inwestycje (które być może zwrócą się po wielu latach) wiążące się także z uzyskiwaniem dodatkowych pozwoleń, bo nie można ot tak sobie wiercić na kilkadziesiąt metrów.
Solary itp. to może być uzupełnienie, ale nie jedyne i pewne źródło. Na razie opłacalność takich instalacji jest wątpliwa jeżeli policzyć własną inwestycję bez żadnych dopłat.
Kraków niedawno zakazał pieców opalanych węglem, ale sąd uchwałę unieważnił.
Jak to się dzieję, że w naszej gminie plany miejscowe zakazują wykorzystania paliwa węglowego. To nie jest nieuprawnione ograniczenie praw lokalnej społeczności?