. |
|
HISTORIA
KONSTANCINA
spisał
Józef Hertel.
|
|
Żartobliwie
o Konstancinie
|
HEROIZM HRABIANKI POTULICKIEJ.
Pierwsze lata powstania Konstancina przyniosły to zjawisko
z tytułu związane z rodziną jego twórców. Oto hrabianka
panna Teresa - zaciekawiona powstawaniem obok Obór nowoczesnej,
eleganckiej miejscowości - wybrała się konno w kierunku
Konstancji pod opieką mastalerza. Wyprzedza panienkę, aby
pokazać - jak należy przeskoczyć strumyk. Pięknie przeszedł
jego koń - ale koń panienki jakoś się potknął - tak że panienka
dała fikołka nakrywając się spódnicą. Ale nic groźnego się
nie stało. Kiedy mastalerz zawrócił, aby dowiedzieć się,
czy panienka nie potrzebuje pomocy - panna Teresa, żeby
dodać sobie animuszu - spytała mastalerza: - Widział Antoni
przy tym moim przeskoku mój heroizm ? Widziołem, widziołem,
tylko po naszemu to to się inaczy nazywo ! |
JUŻ PAN KUPIŁ
MOJE ŻONĘ
Ilu to w Konstancinie mieszkało znanych malarzy ?
Ale żaden z nich nie uwiecznił godnie jego sławy.
Jak było kiedyś, tak zaraz po drugiej wojnie, gdy ginące
resztki jego świetności i piękności były na wagę złota,
tak jest wreszcie i dziś.
Ale nie tylko malarze - również i fotografowie tutejsi nie
docenili wartości bezcennej, dokumentu ginącego bezpowrotnie,
niepowtarzalnego Konstancina, dawnej jego świetności. Ile
to namolestowałem się żyjącego z liczną rodziną tutejszego
fotografa - p. Rajmunda Giersa, aby dał się wreszcie namówić
na uwiecznienie konstancińskich piękności architektury.
Przecież przez dziesiątki lat nie można było wysłać z Konstancina
pozdrowienia z jego widokówką!
Sfotografował wreszcie niektóre, ale przecież pozostało
jeszcze tyle zapomnianych pałacyków, dworków, will, bram,
furtek, gołębników. Ponad rok czekałem później na odbitki
z pierwszego wypadu fotograficznego.
- Panie Hertlu - kto to ode mnie kupi ? Ja przecież muszę
z czegoś żyć !
Ile musiałem użyć argumentów, persfazji, by wreszcie wyciągnąć
pana Rajmunda na drugi połów ciekawostek z naszego Uzdrowiska.
Być może przypomnienie dowcipnego autora - redaktora i wydawcy
popularnej niegdyś "Muchy", a może jeszcze bardziej
- słynnego w swoim czasie w Skolimowie właściciela lokalu
"Corso" - pana Borzuchowskiego -skłoniło go do
drugiej wyprawy fotograficznej.
- A co to takiego rozsławiło p. Borzuchowskiego -spytał
p. Rajmund.
- A no to, że bardzo dobrze sprzedał żonę i mógł sobie wybudować
w sąsiedztwie "Corso" piękną willę.
- Choćby dlatego, by poznać sekret tej transakcji - muszę
wybrać się z panem - zadecydował mój dobroczyńca z aparatem
fotograficznym szerokokątnym. Po drodze oczywiście nie dał
mi spokoju, koniecznie chciał wcześniej znać ową tajemnicę.
Doszliśmy wreszcie do porozumienia, że zdradzę ją, jak sfotografujemy
wszystkie ciekawe po drodze obiekty i dojdziemy do owego
szczęsnego "Corso".
Aby mnie zdopingować do rewanżu w opowieściach zabawnych
- sam p. Rajmund próbował dzielić się swoimi ciekawostkami.
I oto przy furtce secesyjnej do willi "Mucha"
westchnął:
- Jaka szkoda, że już nie żyje redaktor Buchner, bo mógłby
wykorzystać świetną niegdyś, zaraz po wojnie, historyjkę
z napisem, który wisiał na ogrodzeniu dawnego Gimnazjum
i Liceum Skolimowskiego. A mianowicie: ówczesny dyrektor
tej placówki, bardzo surowy i nielubiany, aby odstręczyć
amatorów odwiedzania terenów szkolnych po lekcjach - kupił
psa, kazał wypisać tablicę ostrzegawczą i dla ważności jej
podał swoje stanowisko. Oto ona:
"UWAGA! ZŁY PIES !" -
DYREKTOR
Można sobie wyobrazić, jakby ładnie wykorzystał dziś tę
tablicę red. Buchner.
Dalszy ciąg tego tematu mógłbym ja świetnie wykorzystać,
ale wierność autentyczności nie pozwala mi stroić się w
cudze piórka. Prawda cenniejsza niż piękno skomponowanej
literackości. Otóż p. Giers zauważył:
- Jak to jest, - z tym złym psem - panie polonisto? Dlaczego
pisze się zły pies ? Czy chodzi tu o psa, który szczeka
i gryzie, czy odwrotnie ? Przecież jeśli pies szczeka i
gryzie - to jest to dobry pies, a nie zły ! A znów napisać
- "uwaga - dobry pies" - to narażać ludzi na pogryzienie
!
- I tak źle, i tak źle - próbuję wyjaśnić tę językową łamigłówkę,
odwołując się do bajki Krasickiego na temat psa.
Wreszcie obaj doszliśmy do wspólnego wniosku, że najlepiej
będzie pisać tablicę - "Uwaga - pies" !
I tak znów gadu, gadu - doszliśmy do znanego niegdyś "Corso".
Zanim jednak zostało uwiecznione na kliszy - musiałem opowiedzieć
historyjkę p. Borzuchowskiego ze sprzedaniem żony.
- Doskonałe, doskonałe, powtarzał p.Giers i delektował się
obfotografowaniem "Corso" z różnych stron wraz
z elegancką willą za elegancką żonę. Po chwili zadał mi
pytanie:
- A może byśmy spróbowali tak jak p. Borzuchowski ?
- Czy myśli pan o sprzedaniu przeze mnie żony ? - spytałem.
- Nie, odparł p. Giers - ja myślę o sprzedaniu panu mojej.
-Pośmieliśmy się serdecznie.
Ponowny wybuch śmiechu nastąpił, gdy zauważyliśmy, że nie
utrzymalibyśmy się od śmiechu, gdyby usłyszały to nasze
żony. Ale na tym jeszcze nie koniec ze sprzedawaniem żony.
Pan Giers przypomniał świętej pamięci ojca swego i jego
żydowską historyjkę na podobny temat.
Spotyka się przed wojną dwóch Żydków.
Ale - a propos Żydków: kiedy próbowałem w Łodzi, u mistrza
szmoncesów - żydowskiego pochodzenia pisarza - Horacego
Safrina -opowiedzieć żydowski dowcip i użyłem słów - spotkało
się dwóch Żydków -spytał:
- Czy to byli mali chłopcy ?
- Nie - odpowiedziałem.
- No to dlaczego pan mówi - dwóch Żydków ? Niech pan mówi
jasno -spotkało się dwóch Żydów.
- No więc tak: spotkało się dwóch Żydów. Ten, któremu nie
bardzo szły interesy, pyta drugiego - panie Abramowicz,
czy pan nie kupiłby moje żonę ?
- Uśsz, pan by chciał za żonę jak cygan za matkę.
Nie, panie Abramowicz, sprzedam jak dla pana, wcale nie
drogo ! Kupi pan, póki mam ochotę ją sprzedać ? Ile pan
dajesz ?
-Nie, panie Resenkranz, nic nie daję !
- O, to ja panu bardzo dziękuję ! Już pan kupił moje żonę.
Żarty - żartami panie Hertlu, ale jak to było w końcu tak
dokładnie z tym sprzedaniem tak korzystnym żony przez p.
Borzuchowskiego ?
- A wiec tak - p. Borzuchowski - właściciel renomowanego
"Corsa" skolimowskiego - miał piękną, o wiele
lat młodszą od siebie żonę. Była ozdobą "Corsa"
jako bufetowa. Kiedyś pojechał w sprawach zaopatrzenia do
Warszawy. Zwykle dłużej zabawiał. Ale tego dnia wrócił wcześniej.
Za bufetem stoi kelnerka. Pyta:
- Gdzie pani ?
- Wyszła na chwilę. Pan B. czeka kilka minut. Pani żona
nie wraca. Idzie do domu. Otwiera drzwi, a oto widzi ubierających
się pospiesznie - żonę i pana oficera. Strzelania nie było.
Pan Borzuchowski pyta:
- Podoba się panu moja żona ? Odpowiedź:
- Bardzo.
- Gotów pan jest kupić ją?
- Bardzo chętnie. Ile pan sobie życzy ?
- Borzuchowski: Milion.
Oficer: - A gdyby pan był łaskaw - trochę mniej... powiedzmy...
Borzuchowski: - Zgoda.
Dobili wreszcie targu i tak w historii obok "Sprzedanej
Narzeczonej" Smetany - mamy sprzedaną żonę.
Za sprzedaną żonę pan Borzuchowski mógł sobie wybudować
obok "Corsa" tę wspaniałą willę - renomowany pensjonat.
powrót
|
TO JEST MIŁOŚĆ DO KWIATÓW
Według planów Towarzystwa Urządzania Ulepszonych Miejscowości
Letniczych Konstancin miał być jedynym tego rodzaju miastem
w lesie -miastem ogrodem. Plany te były konsekwentnie realizowane
- poczynając od osadzania niemal na każdej posesji dozorcy
- ogrodnika a kończąc na ukwieconym Parku z klombami i rabatami,
organizowanych przez właścicielkę Pensjonatu Leliwa"
- hr Janinę Hutten - Czapską- corsach kwiatowych wzdłuż
Al. Sienkiewicza.
Nic też dziwnego, że z każdym rokiem bardziej Konstancin
tonął w kwiatach i że stąd coraz liczniej przybywali do
niego malarze, poeci, muzycy - słowem szczególnie uczulona
na piękno brać artystyczna.
Kwitnący Konstancin zniewalał wielu malarzy do wiązania
się z nim stałym zamieszkaniem lub sezonowym. Stałymi mieszkańcami
Konstancina byli malarze: Aleksander Mann, Zdzisław Jasiński,
Franciszek Eismond, Adam Styka; na sezon przybywali: Józef
Pankiewicz, Stanisław Lentz, Monika Żeromska.
Tak jak najpiękniej wyraził pochwałę kwitnącego Konstancina
Żeromski - najwybitniejszy piewca piękna przyrody polskiej
słowami:
"w tylu pięknych stronach bywałem, ale nigdzie tak
nie pachniało jak w Konstancinie" - tak najbogatsze
kompozycje kwiatowe, ilustrujące odziedziczoną po ojcu miłość
do kwiatów -zrealizowała na swoich płótnach jego córka Monika.
Obok Moniki Żeromskiej - znakomitej malarki kwiatów -należy
wymienić takich malarzy konstancińskich poświęcających współcześnie
swój talent kwiatom jak: Krzysztof Henisz, Zygmunt Madejski,
Wincenty Szeleszkiewicz, Stefania Wołowska, Krystyna Krok
- Paszkowska.
Wszelako nestorką tutejszych malarzy kwiatów i posiadającą
liczne studia kwiatów - była zmarła przed kilku laty w wieku
98 lat - skromna nauczycielka malarstwa z Wileńszczyzny
- Maria Mineyko - Mieszkuć. Nie tylko wrażliwość na wdzięk
barw i kształtów dostrzec można w jej pracach olejnych,
pastelowych czy w akwarelach, ale także swoistą nutę poezji.
Rzadki to dar. Myślę, że nie jest to tylko sprawa odpowiedniego
opanowania warsztatu malarskiego, poprzedzonego studiami
u znanych malarzy takich jak Stanisławski czy Wyczółkowski,
lecz wynik oryginalnej filozofii autorki. Najlepiej ilustruje
ją zdanie malarki, iż nie ma kwiatów pięknych czy brzydkich,
szlachetnych lub pospolitych - każdy kwiat jest piękny,
tyle tylko, że każdy inaczej piękny - nie wyłączając kwiatów
zwykłych chwastów.
Trzeba tylko chcieć dostrzec piękno każdego kwiatu i umieć
się nim
cieszyć.
Ta dziecięca niemal radość dostrzegania piękna w każdym
kwiecie przynosiła jej oczom moc postrzegania tej fascynacji
kwiatowej i udzielanie się tej mocy osobom podziwiającym
jej prace już po 60-ce, 70-ce, 80-ce, 90-ce i po 95 latach
- nota bene powstałe bez okularów.
Jeszcze inne stanowisko sędziwej malarki wywoływała niemałe
zdziwienie w kręgu jej najbliższych - nigdy nie zabiegała
o wystawy. Ale na jubileusz 95 - lecia urodzin zgodziła
się chętnie. Jedna taka wystawa jubileuszowa odbyła się
w Stołecznym Domu Kultury Nauczyciela, druga w Ośrodku Wczasowym
FWP w Spalę. W obydwu wzięła udział.
Obydwie były wielkim sukcesem. Niepowtarzalne przeżycie
dla artystki i jej gości obydwu wernisaży.
Kiedy po likwidacji tych wystaw okazało się, że jedna kompozycja
kwiatowa zaginęła - organizatorzy truchleli na myśl, co
powiedzieć autorce i jak ona na to zareaguje. A może należałoby
oszczędzić malarce tej przykrości ? I wreszcie postanowiono
ujawnić tę stratę.
Najpierw długo przygotowywano ją na tę przykrość, z góry
przepraszano za to niedopatrzenie i gdy wreszcie ujawniono
ten niemiły fakt -babcia - a właściwie - popularna w rodzinie
Bunia - wprawiła wszystkich z najbliższego otoczenia w zdumienie:
- Ukradziono jedne kwiaty, powiadacie. To jest miłość do
kwiatów !
To znaczy, że się spodobały, że są coś warte. To wspaniale
- przynajmniej wiem, które moje malowanie było najlepsze,
bo przecież kiepskiej pracy by nie ukradli.
powrót
|
PIGUŁKI
DOWCIPU
Ozdobą dawnej alei Witolda a obecnej Żeromskiego była
i jest "Anna" -willa klasycznej secesji - własność
znanego aptekarza warszawskiego -Klimpla. W Warszawie
przyrządzał mikstury obmyślane przez lekarzy, tu w Konstancinie
obmyślał i tworzył mikstury własne dla lekarzy i ich pacjentów
- pigułki aptekarskiej secesji. Jak była ich skuteczność
- ocenicie sami. Podobno podczas jednego z przyjęć dla
co znakomitszych lekarzy -towarzystwo w salonie państwa
Klimplów zdradzało duże zainteresowanie pięknymi antykami.
Jeden zwłaszcza z panów, uchodzący za najlepszego lekarza
wśród dziennikarzy i najlepszego dziennikarza wśród lekarzy,
z właściwą sobie wścibskością zapytał pana domu o antyczną
serwantkę:
- Mistrzu pigułki, co też za skarby ukrywają te złote
firanki serwantki ?
- No właśnie - zawtórował chór medykusów.
- A - to moje skarby - odpowiada nieskory do wyjaśnienia
swej tajemnicy aptekarz.
- Ale też i nie godzi się nie spełnić życzeń gości - ponawiają
prośbę.
- Jeśli już szanowni koledzy konsyliarze tak nalegają-
uchylę rąbka tajemnicy. Tam trzymam zaczarowane fiolki,
ampułki, amfory, amforki, butelki, buteleczki, którym
zawdzięczani życie.
- Co za cudowna historii ! - nie mogą się nadziwić - musi
nam pan, łaskawca pokazać te cuda.
- A tak, tak - otwierając serwantkę dodaje:
- W nich przechowuję po dziś dzień te wszystkie przepisywane
mi przez całe życie przez lekarzy leki, których nie użyłem
i dzięki temu żyję.
powrót
|
|