.
Wprowadzenie
Historia
Położenie i Klimat
Lecznictwo Uzdrowiskowe
Zabytki Kultura Krajoznawstwo
Tradycje Uzdrowiskowe
Żartobliwie o Konstancinie
Stefan Żeromski
Obory kolebka Konstancina
Monika Żeromska - Wieczna Młodość
Powrót ...

HISTORIA KONSTANCINA
spisał Józef Hertel.


MONIKA ŻEROMSKA - WIECZNA MŁODOŚĆ
To żadna metafora, to wyjątkowa prawda. Tak jest - taką pragnął widzieć ją ojciec, wpatrujący się w Nią owego szczęśliwego czasu zamieszkania rodziny Żeromskich w konstancińskiej willi "Świt" od r. 1920

S.Żeromski z córką Moniką
Monika Żeromska - uroda życia Anny i Stefana Żeromskich - moc pasji twórczej, dar nieprzemijania, urok wiecznej młodości.
Odeszła.
Podobnie nieoczekiwanie jak jej ojciec - świętej pamięci Stefan Żeromski. Trudno się z tą myślą pogodzić - tak wtedy jak i dziś.
Odeszli. Ale czy rzeczywiście na zawsze?

Monika Żeromska - uroda życia Anny i Stefana Żeromskich - moc pasji twórczej, dar nieprzemijania, urok wiecznej młodości.
Odeszła.
Podobnie nieoczekiwanie jak jej ojciec - świętej pamięci Stefan Żeromski. Trudno się z tą myślą pogodzić - tak wtedy jak i dziś.
Odeszli. Ale czy rzeczywiście na zawsze?

Spotkanie I w "Świcie"

Wielu autorów pragnących wydobyć związki Stefana Żeromskiego z Konstancinem, czyniło to w sposób interesujący, choć niejako pośrednio.
Dopiero tomy "Wspomnień" Moniki Żeromskiej uwydatniły te związki w sposób bardzo osobisty, wyjątkowo angażując czytelnika emocjonalnie; wiadomo - odziedziczony po ojcu talent pisarski. To jej pisarstwo ukazało w sposób nadzwyczaj przekonywujący Stefana Żeromskiego - pisarza o sercu nienasyconym, przy tym nadzwyczajnego męża, kochającego ojca i wyjątkowego wielbiciela miłości ojczyzny - tej wielkiej, świętej i tej niepowtarzalnej, wdzięcznej małej ojczyzny - Konstancina z okolicami. Nie tylko te Jej "Wspomnienia", ale i znajomość z Nią pomogła mi jako autorowi książki "Stefan Żeromski i Konstancin", oraz wieloletniemu przewodnikowi po Konstancinie, zaciekawiać słuchaczy pięknem zabytkowego i legendarnego Konstancina - uroczego zakątka leśnego tradycji artystów malarzy, rzeźbiarzy, pisarzy.
Monikę Żeromską poznałem w Konstancinie ponad 30-lat temu, kiedy organizowane było w willi "Świt" spotkanie przyszłego Stowarzyszenia Miłośników Piękna i Zabytków Konstancina im. Stefana Żeromskiego z udziałem córki patrona jako jego opiekunki. Na wieść o Jej odejściu nie mogę nie przywołać na pamięć dalsze moje, szczególnie cenne spotkania z Nią.


Fronton willi "Świt"
zieleń układa się w literę "A" -
czyli monogram żony Żeromskiego.

Spotkanie II w "Świcie"

Któregoś roku pragnąc przestąpić ponownie próg tego szczególnego przybytku Domu Żeromskiego - żony Anny i córki Moniki, postanowiłem z moimi podopiecznymi wycieczki po Konstancinie zakupić pęk róż dla pani mamy p. Moniki z okazji Anny 26 lipca. Dostąpiliśmy tego zaszczytu spotkania z obu paniami dzięki ich serdeczności i życzliwości.
Pani Monika towarzyszyła nam przy tym imieninowym poczęstunku mimo iż oderwała się ze swojej pracowni, od pracy nad kończeniem portretu pewnej pięknej pani.
Towarzyszący naszej grupie wycieczkowiczów znany fotograf Konstancina p. Antoni Wilk przeprosił i spytał pani Moniki, czy nie mógłby uwiecznić ten portret. Ależ oczywiście - odpowiedziała pani Monika. Teraz skolei ja spytałem, czy mógłbym towarzyszyć. Kilka obrazów zdobi pracownię pani Moniki. Fotograf obfotografuje najpierw portret pani pozującej, potem ją samą a następnie panią Monikę w trakcie malowania.


Monika Żeromska w pracowni z modelką.

Porównuję portret z osobą portretowaną. Idealne podobieństwo, choć portret wyraża coś więcej niż zewnętrzne podobieństwo - właśnie ów wyraz wewnętrzny portretowanej osoby. To jest to coś - co trudno wyrazić słowami. Podziwiam piękno siedzącej pani i jej portret na sztalugach, ale jeszcze bardziej ujmuje mnie wdzięk twórczyni portretu. Który z tych wdzięków jest dla mnie piękniejszy. Ta pani jest młoda piękna, ale pani Monika nie mniej - choć starsza od niej, ale przecież wiecznie młoda. Podczas miłej pogawędki przy tej imieninowej herbatce z ciasteczkami - solenizantka zwróciła się do córki: "Monisiu, przypomnij państwu twoje niespodzianki zwiedzania z tatkiem Konstancina i okolic". "- A więc jedna niespodzianka to pokazanie przez tatę alei białodrzewów prowadzących do oborskiej cegielni. Druga niespodzianka to były historyczne głazy narzutowe przy ulicy Od Lasu, na których odpoczywaliśmy po wycieczce na jagody czy grzyby. Trzecią niespodzianką to było odwiedzenie Lisieckich przy ulicy Piasta, która trzymała w obórce krowę. Tato lubił do nich wstępować na tak zwaną szklankę mleka "prosto od krowy". Pani Monika obiecała mi być przewodnikiem po tym tzw. małym szlaku Żeromskiego po Konstancinie. Kiedyś wybraliśmy się na tą trasę, pani Monika wskazała mi drugi kierunek szlaku turystycznego - drogę do cmentarzyku na Maryninie a stamtąd do Pałacu Oborskiego. Obok I tzw. małego szlaku, II ten duży szlak Stefana Żeromskiego. W wyniku tego przewodnictwa p. Moniki uznaliśmy, że powinny być oznakowane turystycznie te dwa szlaki Śladami Żeromskiego. Pani Monika zainteresowała tą sprawą harcerzy im. Żeromskiego w Konstancinie. I tak stanęły w pobliżu Domu Żeromskiego te dwa wymienione znaki turystyczne. Niestety z czasem zniknęły podobnie jak również i te historyczne głazy narzutowe przy ul. Od Lasu.


Spotkanie III w "Świcie"

Portret Janiny Mann
autorstwa Anny Hertel

Aleksander Mann
"Autoportret"

Drugą moją niezapomnianą wizytą w Domu Żeromskiego było zaproszenie mnie z moją opowieścią Konstancińską - "Wieczór Pamięci Stefana Żeromskiego w Konstancinie" - ilustrowaną przeźroczami. Pokazałem na wstępie tych, którzy zapoczątkowali tu tradycje artystyczne od roku 1903 - Janinę Mann - poetkę i jej męża Aleksandra Manna - malarza i grafika. Żona malarza nazywana była Konatancińską Mona Lisą. Mieszkali w swej urokliwej willi secesyjnej "Ave". Oto jedno z dzieł Manna- " Przedwiośnie w Parku Konstancińskim".


willa "Ave"

"Przedwiośnie w Parku Konstańcińskim"
Aleksandra Manna

Za nimi godziło się pokazać dobrodziejkę Konstancina - hr. Józefę Dąmbską fundatorkę konstancińskiego kościoła. Świat artystyczny prezentował się w słynnym "Kasynie" - primadonny opery i operetki: Bogorska, Kawecka i Niewiarowska. Wśród tych piękności nie mogłem nie pokazać nowej tu piękności - młodzieńczej Moniki Żeromskiej. Kolejna piękność to hrabina Eleonora z Odrowążów - żona wybitnego malarza - Zdzisława Jasińskiego, od którego to w roku 1920 kupił na prezent imieninowy dla swej Mona Lisy - młodej malarki, czyli Anny z Zawadzkich Żeromskiej - Stefan Żeromski. Przeciwko tym moim słowom Mona Lisy Stefana Żeromskiego zaprotestowała pani Anna Żeromska. Ponieważ nie miałem fotografii pani Anny z początku zamieszkania jej z mężem w ich konstansińskiej Willi "Świt", więc posłużyłem się fotografią państwa Żeromskich z córką Moniką.


Rodzina Żeromskich

Pani Anna była zachwycona pokazaniem Janiny Mannowej jako znakomitej poetki, no i oczywiście tym określeniem jej Mona Lisy. Powiedziała: -"Gdzie mnie tam porównywać z nią jako Mona Lisą". Na pożegnanie pani Monika wsunęła mi do kieszeni piękną fotografię pani Anny jako tej Mona Lisy. Poprosiła mnie tylko, abym tej fotografii nie upowszechniał gdyż mama nie lubiła się nią chwalić.


Tradycje artystyczne Konstancina
W drugiej części mojej "Opowieści konstancińskiej z przeźroczami" - paniom Monice i Annie Żeromskim jako artystkom malarkom, po rodzinie artystycznej Mannów przedstawiłem kontynuację tradycji artystycznych Konstancina:


Autoportret Zdzisława Jasińskiego


Zdzisław Jasiński -
"Malująca córka"

"Autoportret" Józef Pankiewicz

Portret syna senatora
Józefa Pankiewicza

- Franciszek Ejsmond - malarz współzałożyciel "Zachęty" m.in. autor barwnej sceny grających amorków na willi "Eugenia" Księżnej Ogińskiej i syn jego Julian - poeta,
- Stanisław Lentz - malarz rektor Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie - m.in. autor portretów notabli Konstancina zamieszkujący w willi "Miła"
- Zdzisław Jasiński - właściciel willi "Świt", malarz, zdobywca złotych i srebrnych medali na międzynarodowych wystawach, swój "Świt" sprzedał Stefanowi Żeromskiemu,
- Józef Pankiewicz - malarz, tworzył w willi "Elżbiecin" Senatora Laurysiewicza. Późniejsza nazwa - "Moja", autoportret i portrety senatora i jego syna,
- Stanisław Jackowski - rzeźbiarz - twórca sławnych pomników - m.in. "Tańczącej" w Warszawie - Parku Skaryszewskim - i Konstancinie przy willi "Słoneczna",
- Józef Gabowicz - rzeźbiarz, twórca pomnika "Chłop z córeczką" dla księżnej Ogińskiej właścicielki willi "Eugienia".


Wacław Gąsiorowski,
portret Anny Hertel
No i oczywiście ukoronowaniem tych tradycji kultury przedwojennego Konstancina to Stefan Żeromski (od 1920 - 1925 r.) i Wacław Gąsiorowski (od 1930 - 1939) - pisarz i sołtys Konstancina, a także artystki malarki - Anna i Monika Żeromskie. Anna Żeromska - autorka grafik do dzieł męża, Monika Żeromska obok portretów malowała orginalne kompozycje kwiatowe i niezwykłe martwe natury, niezwykłe gdyż kunszt autorki sprawiał, że te martwe natury były jak żywe. Oto tego przykłady:

Przedwojenne tradycje artystyczne kontynuowali po wojnie ludzie sztuki Konstancina, związani z Pracownią Adama Styki obok willi "Urocza". Z tej pracowni wyszło dzieło Adama Styki - Chrystus Król w Cierniowej Koronie. Obraz ten ubogaca artystycznie Kościół św. Józefa w Jeziornej Fabrycznej.

Mieszkanka "Uroczej" - pani Maria Gałecka nazywana przez brać artystyczną Gioconda - organizowała u siebie niedzielne sjesty artystyczne. Oto zdjęcie z takiego spotkania.

Widzimy mistrza sztuk wielu - Leopolda Buczkowskiego, obok prof. rysunku w warszawskiej ASP, Zygmunta Madejskiego, w głębi Wincentego Szeleszkiewicza i Mariana Michalskiego - artystów malarzy z "Bożej Łaski" - wielbicieli Giocondy. Mistrzowska ręka Michalskiego uwieczniła oblicze jego dobrodziejki ducha i codziennego bytowania. Oto ona:

Innym mistrzem rysunku, zaprzyjaźnionym z domem Żeromskich był Krzysztof Henisz. Oto jedna z jego ilustracji do powojennego wydania Żeromskiego "Przedwiośnia".


Tradycje Gracji Konstancina
Równolegle z tradycjami artystycznymi Konstancina mamy także tradycje piękności kobiet. Reprezentują je primadonny opery i operetki. Część z nich mieszkała w Konstancinie, część z nich można było spotkać podczas towarzyskich spotkań w Konstancińskim "Kasynie". Oto one:

Legendarne "Kasyno"

Anna Żeromska

Wiktoria Kawecka
   

Helena Bogorska

Kazimiera Niewiarowska

Tę galerię sław przyjęła z uznaniem p. Anna Żeromska, ale także zauważyła, iż ograniczyłem się do artystek opery i operetki. Upomniała się o piękną właścicielkę "Świtu" - żonę pierwszego właściciela naszego domu - p. Eleonorę z Wilkońskich.


Eleonora Jasińska
Zabrała również głos p. Monika Żeromska: - Prawda, Mamusiu, że tu trzeba także wymienić trzy piękne córki państwa Jasińskich:
- później znakomitą malarkę Jasińską-Nowicką,
- Jasińską-Kobylińską - matkę znanego grafika Szymona Kobylińskiego i najmłodsza,
- Jadwigę Jasińską-Wiśniewską - naukowca i najbardziej troskliwą opiekunkę tradycji sławy ojca.

Rodzina Jasińskich
- Masz rację Monisiu, ale myślę, że godziło by się nie zapominać także o sławie salonu warszawskiego a także o budzącej wielkie zainteresowanie w towarzystwie konstancińskim - pani Heddi Pate, czyli z domu Jadwigi Mąkowskiej

Heddi Patte - Jadwiga Mąkowska,
portret Tade Styki
Jeszcze raz głos zabrała pani Monika - Jak już pan wspomniał o żonie pana Jasińskiego jako jego Giocondzie - to warto też pokazać powojenną Giocondę z willi "Urocza" - czyli panią Marię Gałecką - pewnego rodzaju opiekunkę braci malarskiej Konstancina z powołanego Konstancińskiego Towarzystwa Twórczości:
Adama Styki, Leopolda Buczkowskiego, Zygmunta Madejskiego, Krzysztofa i Krystyny Heniszów, Mariana Michalskiego, rzeźbiarza skolimowskiego - Henryka Sokoła, Lecha Dunina - architekta. Tego Dunina, który przy lada okazji próbował z uśmiechem rozwiewać mój mit o mnie jako o wiecznie młodej. Mawiał: "-Przecież Monisiu ty jesteś starsza ode mnie". Speszony tymi rewelacjami pań Żeromskich przyjąłem je z pokorą i obiecywałem, że przy następnym spotkaniu postaram się uzupełnić te cenne tradycje.

Ta skromna broszura stanowi część większej całości mojej książki p.t. "Stefan Żeromski i Konstancin", która stanowi chwalebne ukoronowanie związków autora z Konstancinem, wielkopomnej wartości jego tu życia i powstałych tu dzieł. Zawiera ona m.in. pamiątkową pocztówkę barwną dla uczczenia 70 rocznicy śmierci Stefana Żeromskiego.
Na zakończenie tej opowieści dla uczczenia 60-rocznicy Stefana Żeromskiego w Sanatorium Nauczycielskim "Anusia" na Królewskiej Górze, nadmieniłem paniom Annie i Monice Żeromskim o dużym zainteresowaniu nauczycieli z całej Polski wielką aktualnością dziś "Przedwiośnia" Żeromskiego. Ucieszyło to panie. I tu p. Monika przytoczyła bezcenną informację na temat materiałów pani prof. Aliny Kowalczykowej - córki prof. Lorenca. Zawarła je w książce "Stefan Żeromski w Zamku" w związku z kontrowersjami wobec "Przedwiośnia" za życia Żeromskiego, ale i dziś. Niebywałe rewelacje. Miłe też szczególnie pp. Annie i Monice pokazanie fotografii młodzieży przed willą Żeromskich jako ukoronowanie każdej grupy zwiedzającej Konstancin. Mimo iż konstanciński dom Stefana Żeromskiego, przy ul. Żeronskiego nr.4 nie był typowym Muzeum Pisarza - bo był domem mieszkalnym Anny i Moniki Żeromskich, nie przebywały w nim niczym w oblężonej twierdzy, jak niekiedy mówi się uszczypliwie. Najlepszym przykładem udzielania się p. Moniki, podtrzymywania tradycji szczytnego imienia Stefana Żeromskiego było wyrażenie zgody na nadanie szkole nr.2 w Konstancinie imienia Stefana Żeromskiego i sprawowania przez Nią opieki jako jej Chrzesnej Matki.
Oczywiście nie mogły panie przyjmować licznych wycieczek, gdyż uniemożliwiło by to pracę p. Monice - malarki i pisarki. Pani Monika jednak odpowiadała na różne zapraszanie jej jako honorowej patronki powstałego ponownie konstancińskiego Towarzystwa Miłośników Piękna i Zabytków Konstancina im. Stefana Żeromskiego na różne spotkania autorskie, imprezy artystyczno-literackie Konstancina. Pamiętam dwa takie szczególnie cenne spotkania z p. Moniką dla szerokiej publiczności:
- w Domu Rencisty Polskiej Akademii Nauk na Królewskiej Górze,
- w dawnej tzw. willi Gomułki - siedzibie Towarzystwa Miłośników Piękna i Zabytków Konstancina im. Stefana Żeromskiego.
Spotkanie p. Moniki Żeromskiej ze sławnymi ludźmi nauki Domu PAN było wyjątkowo sympatyczne. Po pięknym przywitaniu córki króla pisarzy polskich - jak się wyraził p. Plater Zyberk - honory zasłużonym pensjonariuszom oddała z Jej niepowtarzalnym wdziękiem p. Monika Żeromska. Wszelako zastrzegła się na wstępie, że głównie chciałaby odpowiadać na pytania dotyczące Żeromskich Konstancina a nie na pytanie pierwszego małżeństwa Żeromskiego. Pytań miłych było wiele - oczywiście dżentelmeńskich - bez pytania o rok urodzenia. Ktoś spytał czy p. Monika urodziła się w Konstancinie. Odpowiedziała że nie. A to może jest Warszawianką. Odpowiedziała, że jest i Warszawianką i Konstancinianką, ale nie urodzoną Warszawianką. Więc żeby nie przedłużać pytań o miejsce urodzenia powiedziała, że to prawda choć nie do wiary, że urodziła się podczas podróży poślubnej rodziców we Florencji. Brawa.
Tak więc miłych pytań i miłym odpowiedziom na nie, nie było końca.
W podziękowaniu za to piękne spotkanie pensjonariuszka dawna nauczycielka francuskiego i poetka Regina Bucewicz odczytała swój wiersz "Wycieczka po Konstancinie". Brawa.
Szkoda, że na tym spotkaniu nie było Radia i Telewizji. Słowem była to wyjątkowa uczta duchowa dla obydwu stron.
Informacje o tym spotkaniu zamieściłem w mojej książce pt. "Pamiętnik srebrnego wesela" wraz z fotografią p. Moniki Żeromskiej przy pracy.

W nawiązaniu do tego wiersza "Wycieczka po Konstancinie" - taka bagatelka z mojej niwy przewodnika konstancińskiego wycieczek z młodzieżą. Ukoronowaniem każdego zwiedzania był dom Żeromskiego z różnymi ciekawostkami z życia i twórczości Stefana Żeromskiego a także jego córki Moniki.


Młodzież na wycieczce przed domem Żeromskiego

Właśnie po zakończeniu jednej z takich wycieczek odprawiłem młodzież, która wróciła do szkoły a ja wracałem w przeciwnym kierunku. Ale oto w pewnym momencie dostrzegłem, że wyszły z domu panie Żeromskie, zmierzają w kierunku tężni. Zawróciłem by móc im towarzyszyć. Ukłoniłem się, a następnie próbowałem pochwalić młodzież Szkoły im. Żeromskiego, że z takim zainteresowaniem słuchała o p. Żeromskim i o paniach. Podziękowały uśmiechem. Jedynie p. Monika uznała, że "- warto by młodzież zwiedzająca Konstancin, jeszcze czegoś się dowiedziała o czym z panem nie rozmawiałyśmy nigdy. Otóż przy tej ul. Sienkiewicza dziś tak łyso. Dlaczego? Kiedyś za moich lat szkolnych jak szliśmy z tatą i mamą do parku do "Kasyna" na lody i ciastka, a po drodze, nagle zaczął padać deszcz, to choć bez parasolki - nie zmokliśmy, bo chroniły nas takie koliste korony liściastych drzew. Przeskakiwało się spod jednej korony pod drugą.
I jeszcze coś warto kiedyś dzieciom powiedzieć jak będzie je pan oprowadzał. Pewnego razu tato zauważył, że idące dzieci ze szkoły zrywały gałązki żywopłotu. Podszedł do jednego i pokręcił mu ucho. Ten krzyknął: - "Proszę pana, to boli", a tata na to: - "A tej gałązki nie boli jak ją łamiesz?". Wieść ta tak się rozniosła wśród dzieci i poskutkowała. Warto przypomnieć tę lekcję wychowawczą Żeromskiego.
A dziś - nie dość, że już tych okrągłych kęp nad chodnikami nie ma, ale raz po raz ktoś dzwoni do nas, że to tu to tam warczą niemiłosiernie piły mechaniczne powalające nie tylko stare, ale i młode drzewa, które kiedyś sadzili rodzice dzisiejszej młodzieży, każdemu o tym mówię różnym dziennikarzom, ale cóż - oni piszą a to i tak - groch o ścianę.

Teraz pora wrócić do drugiego szczególnego spotkania z p. Moniką Żeromską w Towarzystwie Miłośników Piękna i Zabytków Konstancina. Towarzystwo to miało ambicję organizowania dla członków i sympatyków "Przy Pół Czarnej" koncertów i spotkań z ciekawymi ludźmi.
Pamiętam jedno i drugie interesujące spotkanie. Najbardziej utkwiło mi w pamięci spotkanie z Krystyną Jandą. Ale dopiero spotkanie z p. Moniką Żeromską przyciągnęło bardzo dużo osób i było wyjątkowo interesujące; ba - powiem nawet wzruszające:
- pani Monika w znakomitej formie, ujmująca wdziękiem, bezpośredniością, bez koterii sławnej osoby, odpowiadająca na bardzo pasjonujące pytania wielbicieli Jej ojca ale także i Jej jako malarki i pisarki:
- szczegóły z dzieciństwa, pomoc ojca przy odrabianiu lekcji
- spacery z ojcem i psem Pukiem
- odkrycia historyczne z Konstancina i okolic
- praca nad pisaniem "Przedwiośnia" i niemożność na skutek śmierci napisania dalszego ciągu tego dzieła jako "Wiosny" niepodległej Polski.
Wyraziła też żal, że dzieło jej ojca o tak wyjątkowym znaczeniu dla Konstancina ale i dla Polski jak "Pomyłki" - tragedia Polaków Cmentarza z I wojny światowej na Maryninie - poszło w zapomnienie, a sam cmentarz przykro zdewastowany. Obiecałem pani Monice Żeromskiej, że o sprawę tą będę się upominał. Ukazał się w "Życiu Warszawy" po niebywałych perypetiach red. Marii Terleckiej na ten temat - "Zapomniany Cmentarzyk Konstanciński", wywiad ze mną i zapewnienie szkoły im. Żeromskiego, że weźmie sobie sprawę tą do serca. Miejmy nadzieję.
Tymczasem siedziba Towarzystwa Miłośników Piękna i Zabytków Konstancina im. Stefana Żeromskiego w dawnej willi po Gomułce zlikwidowana, ambitne programy też poszły w zapomnienie. Towarzystwo to ledwie wegetuje podpierając się jego chlubą - zarówno patrona jak i matki chrzestnej.
Monika Żeromska odeszła. Żal wielki.
Pozostaje teraz los samego Domu Stefana Żeromskiego. Miejmy nadzieję, że będzie doceniony dorobek twórczy tego króla pisarzy polskich, którego Polska doceniła swego czasu nagradzając go mieszkaniem na Zamku Królewskim w Warszawie. Wielki jest także dorobek twórczy Jego córki - Moniki - malarki i pisarki, co każe sądzić o pozostaniu Domu Żeromskiego jako Muzeum Pisarza, Jego Żony Anny i córki Moniki.
ps.
Niech mi będzie wolno zakończyć to moje wspomnienie o wyjątkowej honorowej Obywatelce Konstancina, którego tytułu się nie doczekała podobnie zresztą jak jej Ojciec, którego Konstancin nie obdarzył pomnikiem.
Niech mi będzie wolno choć w ten skromny sposób uczcić Stefana Żeromskiego i jego córkę Monikę.

 

JÓZEF HERTEL

Stefan Żeromski
pisarz i patriota

-w 75. rocznicę śmierci

Starostwo Powiatowe w Piasecznie
Seria: Słynni mieszkańcy Powiatu Piaseczyńskiego
 

NIECH RÓŻA KONSTANCINA - IDZIE DO RÓŻY KONSTANCINA

 

Czyli jeszcze jedno niedopowiedzenie podczas pożegnania żałobnego Moniki Żeromskiej w warszawskim kościele przy Al. Solidarności.
Telewizja podała wiadomość o Jej śmierci i pogrzebie z taką dziwną uwagą, że "Monika Żeromska skrzętnie ukrywała swój wiek".
To znaczy, że pragnęła pozostawać wiecznie młodą. Niestosowna to uwaga przy wiadomości o Jej śmierci.
Od daty i miejsca urodzenia Moniki Żeromskiej rozpoczął właśnie żegnanie Jej pastor podczas podniosłej modlitewnej celebry. Urodzona 30 maja 1913 roku we Florencji. Podziękował w imieniu rodziny, licznie przybyłym parafianom, przyjaciołom, znajomym z całej Polski i z Towarzystwa Przyjaciół Konstancina.
Błogosławieństwa na ostatnią drogę do Wszechmogącego odchodzącej, ale i nam, żegnającym Ją, udzielił biskup ewangelicki ze wzniesionymi w górę rękami.
W imieniu PENCLUBU, ZAiKSU złotą laudację na cześć Koleżanki, z którą działał przez 40 lat dla utrwalania szczytnych tradycji twórczości Stefana Żeromskiego - ostatniego dnia sprawowania urzędu Ministra Spraw Zagranicznych - wygłosił od ołtarza - Władysław Bartoszewski.
Że Stefan Żeromski uwielbiał hodować w swoim ogrodzie róże, a miłość tę przejęła p. Monika - postanowiłem pożegnać ją ostatnią różą lata w imieniu Konstancina.
Obok mnie, w bliskości trumny, otoczonej niezliczoną ilością wieńców i wiązanek kwiatów, usiadła z bardzo oryginalną wiązanką, pochylająca się starsza pani.
- Czy pani jest z rodziny p. Moniki może? - spytałem.
- Ja jestem koleżanką Moniki z lat dzieciństwa.
- To pani jest chyba Janina Wichicielówna.
- Tak, proszę pana. A skąd pan to wie?
- Bo jestem historykiem Konstancina, muszę wszystko wiedzieć.
- To znaczy - pan Hertel.
- Zgadza się.
- Ja, proszę pana, bawiłam się z Monisią w ogrodzie państwa Żeromskich, ale i na spacerach z p. Żeromskim. Pamiętam jak p. Żeromski siadał w polu pod krzyżem i pisał, a my bawiłyśmy się na łące wśród kwiatów i z psem Pukiem. Kiedyś nawet spytałam p. Żeromskiego dlaczego On tak stale pisze i pisze... dla kogo. Wtedy odpowiedział: "- Dla was, dla was kochane". Ale oto siedząca za nami p. Herse-Górska - młodsza przyjaciółka p. Moniki z Konstancina, prosi żeby nie rozmawiać bo właśnie już zaczął mówić pastor. Pokazałem mój palec na ustach, ucichła. Być może p. koleżanka p. Moniki miała nieco przytępiony słuch i mimo słów pastora - musiała wypowiadać wobec mnie pochwałę Zmarłej.
Widząc trzymaną przeze mnie przed siebie różę - powiedziała: "- Monisia była różą, różą swoich rodziców, najpiękniejszą naszą różą Konstancina. Żegnaj Różo Monisiu".
Tej autorce tego najcenniejszego niedopowiedzenia towarzyszyłem niosąc jej kwiaty zanurzone w pojemniku na wodę. Jej kwiaty miały żyć dłużej niż inne bez tego pojemnika. To jest to jeszcze jedno niedopowiedzenie.
Nad grobem nie było więcej słów pożegnań. Żałowałem, że nie pożegnał tej chluby Konstancina - nikt z Konstancina.
Były poczty sztandarowe - harcerzy z Kielc, Liceum im. Żeromskiego z Kielc, zabrakło tylko Sztandaru Szkoły im. Żeromskiego z Konstancina. Nad grobem doszło jeszcze jedno niezwykłe dopowiedzenie pastora: oto w tym roku Zarząd Cmentarza przy Młynarskiej dostrzegł, że z jednej strony grobu Anny i Stefana Żeromskich uschły trzy cisy. Czyli zrobiły miejsce na grób Moniki Żeromskiej.
Trwało długo składanie wieńców i kwiatów. Podchodzę jako jeden z ostatnich, ze swoją różą i ośmielam się powiedzieć do pastora: "- Niech róża Konstancina idzie do Róży Konstancina".

Chwila zadumy
Chwila błogosławiona -
zamyślenia nad grobem,
trudu rozstania się z podziwianymi pięknościami życia i twórczości,
urokami młodości wiecznej ciała i duszy,
jawi się jeszcze jedna niespodzianka tego pożegnania,
dar Świętej Pamięci:
- przed nami staje mój przyjaciel Zdzisław Wiśniewski -
jeszcze jedno piękne świadectwo historii - willi "Świt" -
Jasińskich - Żeromskich.
- Pani pozwoli, że przedstawię wnuka znanego malarza Konstancina - Zdzisława Jasińskiego, od którego Żeromski nabył willę "Świt".
- Wiem, wiem. Jaka przyjemność - znałam państwa Jasińskich, pamiętam.
- Zdzisław to moje imię dla uczczenia mojego dziadka - podkreślił mój przyjaciel - miło mi, że poznałem panią - koleżankę z lat dziecinnych pani Moniki Żeromskiej. Dziś jestem na pogrzebie p. Moniki Żeromskiej, w imieniu własnym ale i mojej św. pamięci mamy Jadwigi Jasińskiej-Wiśniewskiej, która znała pana Żeromskiego, panią Annę Żeromską a także panią Monikę Żeromską.
Nieraz odwiedzała w Konstancinie te obydwie przyjaciółki.
Myślę, że chyba rada jest cała trójka z tego ostatniego spotkania z tą tak pięknie nazwaną przez koleżankę Moniki Żeromskiej - Różą Konstancina.

 

 

Autor : Józef Hertel członek stowarzyszenia Autorów "ZAIKS", nr.leg: 1539F, wszelkie prawa zastrzeżone