|
Czwartek, 25 września, 2003
Rozdział piaty - ...
Dzisiaj ten śmieszny rozruchowy artykuł nie
będzie miał tytułu. Jest to spowodowane dwiema sprawami. Po
pierwsze, nie miałem akurat dziś ochoty wymyślać kolejnego
porównania między rozwojem tej stronki a dorastaniem dziecka.
Po drugie, zamiast się głowić, co napisać na wstępie, oszczędziłem
sobie sporo pracy intelektualnej pisząc o przyczynach braku
tytułu.
To wszystko przypomina mi pewne opowiadanie
Jerome Davida Salingera. Nie mam tu bynajmniej na celu robienia
jakichś niewczesnych porównań między moją skromną osobą a
jednym z największych (w moim odczuciu) pisarzy XX wieku.
Co napisał Salinger, to pewnie każdy wie, a mianowicie "Buszującego
w zbożu". Dla mnie ta książka jest prawie jak coś w rodzaju
świętej księgi, ale nad tym nie będę się niepotrzebnie rozwodził.
Kto nie czytał, temu współczucie - niech idzie do biblioteki
(np. tej na Świetlicowej) i to zaraz zrobi.
Mało jednak znanej jest twórczości innej
Salingera, a pisał miedzy innymi świetne opowiadania. I właśnie
w jednym z nich, zatytułowanym "Seymour - Introdukcja"
poświęcił dobre kilkadziesiąt (na serio - kilkadziesiąt) stron,
na tłumaczenie, dlaczego tłumaczy, to że tłumaczy, o czym
wcześniej był tłumaczył, że w zasadzie to chce się wytłumaczyć,
z tłumaczenia się z tego, dlaczego w tytule, z którego się
tłumaczył, z czego potem się znów tłumaczył i co chciał, żeby
było jasne, więc dla porządku wytłumaczył ponownie, że wcale
nie chce się tłumaczyć, ale to wymaga gruntownego wytłumaczenia.
O tym tytule znaczy...
Tak mniej więcej. On ujął to w słowa dużo
lepiej.
Na czym może ja dzisiaj zakończę i zaproszę
do czytania i oglądania nowych rzeczy na stronie.
Pozdrawiam,
Bartek
bartek@konstancin.com
PS. Przypominam, że nadal trwa konkurs, pod
tytułem: Dlaczego Mirek-Birek na każdym obrazku ma inną twarz.
Prawidłowa odpowiedź istnieje i wcale nie jest tendencyjna.
Nagroda? Gościnny występ. Nie, zaraz, to chyba kara, występować
w naszym komiksie. Przepraszam, już nie będę...
|