|
Środa, 10 grudnia, 2003
Rozdział ósmy
Się porobiło. Mam na myśli wszelkiego rodzaju
zmiany, zachodzące w naszym tzw. środowisku naturalnym.
Premier spadł nam z nieba, w mieście od kilkunastu tygodni
żyje się jak w strefie zdemilitaryzowanej na 34 równoleżniku
(dla młodszych czytelników - granica Korei Północnej i Południowej),
a poza tym nadeszła zima.
Lokalne ambulatoria i wszelkie inne (niedo)finansowane
przez rząd republiki placówki zdrowia zaroiły się od osób
z połamanymi, zbitymi, skręconymi itd. kończynami tudzież
innymi częściami ciała.
Służba zdrowia miała przez chwilę pełne ręce roboty. Jakimś
cudem udało się uniknąć gigantycznych karamboli na trasach
wlo- i wylotowych z miasteczka, takowoż w samym jego obrębie.
Może dlatego, że w ramach uświetniania naszego systemu komunikacyjnego
realna prędkość poruszania się po Konstancinie spadła do
jakichś 30 kilometrów/godzinę, miejscami nawet do pięciu
(to jest autentyk - zdąrzając ostatnio na przestanek, na
przestrzeni 400m idąc krokiem marszowym [ok. 6 km/h] wyprzedziłem
startujący równo ze mną autobus o jakieś 300 m).
Chyba przestałem być zrozumiały w tym, co próbuję tu przekazać.
Powiem tylko, że gotów jest kolejny, siódmy tym razem odcinek
komiksu o Zelaznej, przybliżający nas wreszcie, po wielu
tygodniach, żeby nie powiedzieć miesiącach do finału całej
historii.
UWAGA! KONKURS! Pytanie tym razem brzmi: czemu pan Lee,
Chińczyk bądź co bądź, odzywa się w komiksie po japońsku?
Prawidłowa odpowiedź nagrodzona zostanie występem w kolejnym
odcinku przygód naszej bohaterki. Odpowiedzi udzielać na
forum Konstancin On-line.
I to prawie tyle, na dziś. Zbliża się kolejna rocznica
wprowadzenia Stanu Wojennego. Proszę, żeby ta smutna data
nie stała się dla nas po raz kolejny okazją do rozgrzebania
starych ran i odnowienia odwiecznych sporów. A trochę na
zapas życzę wszystkim zdrowych, wesołych, spokojnych Świąt
Bożego Narodzenia. I jeśli gdzieś jest Bóg, to niech się
nad nami wreszcie pochyli i ulituje.
Pozdrawiam,
Bartek
bartek@konstancin.com
|