ROZBITKOWIE
******************************************************************
ROZBITKOWIE ver. 1. 0
data : 3 maja 1999
miejsce : Konstancin - Jeziorna
copyright © Godai Yusaku
Tym razem bez dedykacji, a co tam...
******************************************************************
Wieczór był całkiem sympatyczny. Księżyc wprawdzie nie świecił zbyt jasno, było jednak przyjemnie, choć trochę zimno. W zasadzie to nawet bardzo zimno, jak na początek maja. Chyba z pięć stopni. Z drugiej strony, gdyby nie to, że wiał wiatr, to byłoby całkiem dobrze.
Szliśmy sobie z Tomasem po wale przeciwpowodziowym, od mostu kolejowego do drogowego i gadaliśmy o różnych bzdurach, jak to zwykle w takiej sytuacji.
- Wiesz, co mnie wkurza? - zapytał. Nie wiedziałem, bo niby skąd.
- Wkurza mnie to, jak ludzie cię oceniają po ciuchach jakie nosisz, jak cię szufladkują.
- Hej, stary - rozłożyłem ręce - Po to są ciuchy, żeby się odróżniać. Subkultury muszą mieć jakieś różnice między sobą.
- No tak, ale patrz, jak wyleziesz na ulicę w dresie i adikach, to przepadłeś, większość kumpli się do ciebie nawet nie odezwie.
- No, masz rację, psiakrew - pokiwałem głową. Ktoś siedział na wale od strony rzeki.
Tomas przystanął na moment.
- Co jest? - spytałem.
- Nic, chce mi się haftować... - stwierdził - Chodźmy.
Rozmowa przycichła trochę. Zawsze tak jest, jak się kogoś mija. Nigdy nie wiadomo kto to i co sobie pomyśli o tym, o czym człowiek właśnie rozmawia.
Kiedy podeszliśmy bliżej, okazało się, że na wale siedzi nie jedna, ale dwie postacie, owinięte swetrem. Na górze, na trawie, leżał rower. Zagapiłem się i potknąłem się o coś. To była para butów, obok leżała druga, a niżej para spodni. Podrapałem się w głowę.
- Widziałeś? - spytał Tomas, kiedy odeszliśmy już kawałek.
- No, chyba się pieprzyli...
- Daj spokój, w takie zimno... - Tomas pokręcił głową - Ale masz rację, po co inaczej by zdejmowali spodnie i buty.
- Tyle, że miejsce takie sobie.
- No co, jakbyś nie mógł na chacie, to nie wywaliłbyś sobie tak nad rzekę?
- Wywaliłbym, ale dziś jest cholernie zimno. Musieli mieć niezłe ciśnienie.
- No - potaknął Tomas. Poszliśmy dalej. Rożne rzeczy się dzieją w naszym miasteczku wieczorami.
**********************************************************************