|
''pustka?''
Zarys odbicia lustrzanego
zniekształconego.
Odbicie słońca
w pryzmacie sylwetki.
Garnek na kuchence
pusty.
Wolna wola,
wolny umysł...
pustka.
Przestrzeń bez ścian
w mym sercu.
Pragnienia szukające
spełnienia.
Dusza szukająca
dopełnienia...
tli się w szarudze zmroku
wołając ciebie.
''nadzieja''
Zostawiłaś mnie na ulicy pełnej wspomnień,
zostawiłaś mnie samej sobie.
Opuściłaś mnie bez krzty wyjaśnienia,
opuściłaś mnie w oku mgnienia.
Stoję sama nad przepaścią życia,
stoję sama w chwili zwątpienia.
Ręce drżą,
kolana uginają się.
Dlaczego to zrobiłaś?
Brak mi sił.
Brak mi ciebie...
Wróć do mnie...
...nadziejo!
''zjawa''
Zakochałam się w zjawie przeszłości. Miłość platoniczna ogarnęła mój
umysł. Jedzenie, picie, nauka, sen. Wszystko utraciło sens istnienia.
Żyłam w świecie wizji. Iluzja była celem każdej godziny między świtem
a zachodem słońca. Byłam mumią, zabalsamowanym ciałem. Martwa dla innych,
żywa dla niego. Nie pamiętam momentu, w którym wróciłam do rzeczywistości,
ale pamiętam, że wiał wtedy wiatr. Potknęłam się o kamień, który on
rzucił mi pod nogi. Zjawa stała się osoba materialną, która wbiła mi
nóż w serce. Ból przeszył mnie, usłyszałam zgrzyt kości, gdy ostrze
przebijało się przez kręgi. Nabita na pień miłości nie umarłam. Upadłam
na środku ulicy wśród fali obojętności. Leżałam tam miesiąc, może rok.
Nikt nie podał mi ręki, wszyscy szeptali. Mijały dni i noce pełne gwiazd.
Widziałam wśród nich gasnącą iskrę mej nadziei...Pewnego poranka obudziłam
się w swym pokoju i poczułam ciepło. To był sen...Sen, który odżył po
latach...
''
#...''
Zanurzam się w oceanie własnych wspomnień,
chowam głowę w piasek szukając światła.
Selekcja myśli
sublimacja słów,
świat w zawirowaniach codziennej rutyny
gubi się w dążeniach księżyca.
Zapada noc,
gasną światła,
umysł odpływa w niebyt, nicość, marazm.
Gdzieś na piętrze
w mrówczym domu
pali się iskra.
Płomień gasnącej nadziei
tli się prawie niezauważalnie.
Samotna dusza
szukająca ułudy
ucieka w świat marzeń...
''
... ''
Czasami słodkie jak czekolada...
czasami ostre jak papryka...
Życie prowadzi nas przez ostre wiraże płynącego czasu...
lecz mamy je tylko jedno
i musimy o nie walczyć
każdego dnia
w każdej chwili.
Gdy łzy zalewają oczy
i cień księżyca przynosi chłód bezdusznej nocy
musimy pamiętać,
że tylko wytrwałość na obranej ścieżce losu
da nam spełnienie niosące ukojenie dla zranionego serca.
''tak
było kiedyś
a teraz pozostała pusta szklanka, a w niej moje łzy''
Topniejąca lawa łez
rozlała się pod górą wspomnień.
Niebo zaszło mgłą,
amfiteatr ludzkich wspomnień
stał się marzeniem.
Zły czas dla nas
społem nastał,
a ty idziesz w moja stronę.
Kur piejący,
ogień falujących uczuć,
żar naszych serc.
Ująłeś mnie w swe ramiona
i dałeś zapomnienie.
Mimo bólu, żalu, cierpienia
rwący potok łez
otoczył się falochronem bezpieczeństwa.
''decyzja''
Uderzam pięścią w stół
chowam głowę...
uciekam myślami w dal.
Widzę ciemną ulicę...
świeci w niej pustka,
szarość chodnika nuży się
w czerni budynków.
Nie widzę nic,
przecieram oczy...
nie widzę nic.
Czuję chłód,
oglądam się...
to śmierć.
Kostucha uśmiecha się zgryźliwie i pyta:
"To, co chcesz właśnie na to poczekać,
chcesz ujrzeć jutro w czerni świat,
bez barw, bez uśmiechów, bez dusz...
czy chcesz odejść już dziś?"
Przytakuje głową...
i czuję już chłód,
po raz pierwszy w życiu
przyjemny chłód...
otaczających mnie zmarłych ciał.
''pani''
Lodowa dama stała w strumieniu własnych łez,
złamane serce szukało jej cienia,
przeraźliwy krzyk sumienia
wyrwał się z bezdomnej studni żalu,
ogrom kamienia zniewolił kobietę.
Upadła, utonęła...
''
''
Wodząc palcami po twym ciele
uczę się czułości.
Czekając na znak od ciebie
uczę się cierpliwości.
Chcę ujrzeć cię dziś,
chcę słyszeć twój szept.
Chcę aby nasz śmiech połączył się
tworząc nutę symfonii...
ukojenie dla łez.
''ucieczka''
Szereg niesprecyzowanych myśli
wił się jak wąż wokół głowy.
Schyliłaś czoło nużąc się we mgle,
łudząc się, że po zamknięciu oczu
wczorajszy dzień zniknie,
a jutrzejszy nie będzie już należał...do ciebie.
Chciałaś zapłakać...
ale nie uroniłaś ani jednej łzy...
nie zauważyłaś, że twój czas już...
minął,
że słońce wstało po raz drugi...
Poczułaś lekkość,
lekkość ciała i myśli.
Spojrzałaś w dół...
świat widziany przez pryzmat chmur
po raz pierwszy wydał ci się piękny.
Lekkie ukłucie w nadgarstku
wstrząsnęło twym ciałem...
ostatnia kropla krwi
zostawiła prawie niewidzialny ślad
na rąbku u spódnicy...
niczym ostatni oddech,
wraz z którym uchodzi ludzkie życie...
Schyliłaś czoło mówiąc przepraszam...
nie żałowałaś.
Krzyk matki, cicha, skrywana rozpacz ojca...
obłęd-to wszystko stało się twoją pokutą,
ciężką próbą...
Byłaś przygotowana na nią
już wczoraj...
a dziś zduszone wołanie do twego ducha
stało się dla ciebie jedyną drogą ucieczki...
od wiecznej ciszy-melodią dla...
nieistniejącego już ciała.
''kiedyś''
Kiedyś był dzień i była też noc.
Kiedyś padał deszcz i śnieg.
Kiedyś byłeś ty i mój śmiech.
Kiedyś była radość i dreszcz...
Teraz jest cela pusta od łez.
Teraz jest wódka i grzech.
Teraz jest szaleństwo po kres.
Teraz jestem ja i mój gniew...
A gdzie jesteś ty?
Gdzie jest istnienia mój sens?
Odezwij się dziś...chociaż we śnie...
''przebudzenie''
Nadchodzi świt...
gasną gwiazdy...
księżyc spokojnie zasypia.
Budzę się nagle...
w strachu...
ktoś wyrwał mnie z letargu.
Patrzę przez okno...
widzę obcych sobie ludzi,
którzy udają, że żyją,
udają, że mają powód do śmiechu.
Mijają godziny, dni, lata,
a ja stoję w ciemnym pokoju...
słyszę rozmowy za ścianą...
znajome głosy...
nieznane słowa.
Spoglądam na odbicie w lustrze
i widzę ciebie...
dlaczego jesteś smutna?
dlaczego masz w oczach łzy?
"Przed laty wyrwana z letargu
pogrążyłam się w przeszłości..."
ze spokojem-odpowiadasz mi.
''maski''
Zdejmuję maski...
bezszelestnie, powoli
tak, aby nikt nie odkrył,
nie zauważył
mojej prawdziwej twarzy.
Zdejmuję maski...
delikatnie, po cichu
tak, aby nikt nie usłyszał,
nie poczuł
mojej prawdziwej twarzy.
Zdejmują maski...
po omacku, w ciemności
tak, aby nikt nie zobaczył,
nie ujrzał
mojej prawdziwej twarzy.
Czasami w nocy,
gdy nikt nie widzi zdejmuję ostatnią z masek
i zastanawiam się patrząc w odbicie lustrzane
ile masek do zdjęcia mi jeszcze pozostało,
żeby odkryć swoje prawdziwe...ja.
''TY
kimkolwiek
byś był''
Budzisz się i błysk i błysk i błysk
wstajesz i szum i szum i szum
błysk słońca budzi cię
szum wody dręczy mnie...
Ulica pusta i pusta i pusta
ludzie tak dalecy dalecy dalecy
przewracasz się na ulicy pustej
ludzie tak dalecy omijają cię.
Widzisz mnie?,
czy nie widzisz mnie?
Idę po omacku szukając miejsc...
Miejsc cichych lub gwarnych zależy od dnia
miejsc chłodnych lub ciepłych zależnych od dnia
miejsc spokojnych lub lubieżnych zależy od dnia
miejsc wolnych lub ciemnych zależnych od dnia...
Idę tam gdzie mnie nie ma
szukając za dnia...
idę tam gdzie mnie nie ma
szukając co noc...
W wyobraźni szukam ciebie co dzień...
w iluzji przedstawiam twe oblicze co noc...
Ja wiem że to bełkot po piwie, zabawie, po imaginacji...
co przychodzi tak łatwo każdemu z nas...
ale tak łatwiej, tak łatwiej maluję ten dzień..
Ten dzień, który jutro nieodzownie przywróci twój cień...
''odpływam''
...odpływam.
Rysunki pokryły białą przestrzeń kartki,
czerń zalała powierzchnię
tworząc spazmatyczne symbole
walczącej o wolność duszy.
Jarzmo lata zakleszcza zdławione myśli
...odpływam.
Dziś śniłeś mi się ty...
Nie powrócił piasek i słońce
...imaginacja rozlała się
na przestrzeniach sieci ulic.
Miasto pełne ludzi bez serc,
masa pobłażliwych ciał
zamieniła się w ciebie...
Wypełniłeś ten dzień
stając się przedmiotem nocy
...odpływam.
Podążam myślami wstecz.
Jest mi ciepło, przyjemnie...
tak zwyczajnie, irytująco dobrze
...odpływam.
W oddali słyszę głos...
ktoś wypowiada moje imię,
lecz kto...
odwracasz się, odchodzisz...
wyciągasz jeszcze dłoń,
lecz nie dosięgam jej.
Ostatnią wolą sił dobywam twój wzrok...
twoje oczy, piękne oczy, czarne oczy,
które w swej głębi kryją głos,
głos anielski mówiący żegnaj...
Łza nie spływa po policzku-przecież to sen,
łza ryje korytarz w sercu-przecież to sen.
Było pięknie, namiętnie, było przyjemnie...
i dziękuję ci,
że właśnie dziś śniłeś mi się ty
...odpływam
w rzeczywistości kolejnego dnia.
''za
póżno''
W pustym pokoju
otwarte okno zostawiono.
Płomyk światła
niesiony przez lekki podmuch wiatru
zawitał w mieszkaniu.
Okrążył krzesło bezimienne,
dotknął ścianę wilgotną.
Na podłodze znalazł ciało nieobecne,
ciało zimne.
Płomyk musnął skórę swym ciepłem
rozpalając iskrę w pustych oczach.
Łzy niewiasty spłynęły po twarzy
zamieniając się w lód.
Ogień duszy i gorejące serce
wygasły...już wczoraj.
''zamyślona''
Ona jak zawsze zamyślona
rozmawia z kimś,
wchodzi po schodach
nie mówiąc nic.
Ona ciągle zamyślona
zauważa mnie.
Podchodzę lecz boję się,
jej myśli ogarniają mnie.
Ona jak zawsze zamyślona
patrzy w oczy me.
Ona ciągle zamyślona
zabiera mnie.
Błądzimy tak...
sekundy przewijają się.
A ona znów zamyślona
wyrzuca mnie.
Odchodzę szybko
bo wiem,
że ona ciągle zamyślona,
gdy wyrwie się ze snu,
ze schodów zrzuci mnie.
|