Odyseja Konstancińska 2004

Witam!
Poniższy tekst jest pokłosiem zabawy literackiej mającej miejsce w sekcji "Gadżety" ośrodka Konstancin.com . W zabawie wzięło udział nadspodziewanie dużo osób (których tutaj z imion i numerów IP wymieniać nie będziemy, ze względów różnych). Efekt pracy? Poniżej.
Wystartowało już kolejne opowiadanie - może wcale nie ostatnie?
Życzę dobrej zabawy przy czytaniu i zapraszam do udziału w kolejnych wspólnie pisanych opowieściach.

Bartek


2004-02-10 18:04:55
Rudi przejeżdżał właśnie dychą koło szmaciarni, kiedy nagle coś straszliwie huknęło i przez okno, tuż obok jego głowy, w fontannie kryształków szkła weszło coś, co z grubsza, sądząc po kształcie można było uznać za człowieka. Takie motywy nie zdarzają się zbyt często, więc i Rudi nie był do tego typu wydarzeń jakoś szczególnie przyzwyczajony... Zwłaszcza w tak małym miasteczku jak Konstancin. Biorąc pod uwagę, że coś, co najwyraźniej było człowieczym ciałem spoczywało obecnie na jego kolanach, Rudi postanowił powstrzymać się od gwałtownych ruchów, a w szczególności od poderwania się z miejsca, którą to czynność podpowiadała logika... Westchnął więc tylko ciężko i przystąpił do sprawdzania, czy domniemane ciało wykazuje oznaki życia, posługując się wiedzą zdobytą w LO na lekcjach PO.

2004-02-10 18:48:08
Wsadził szarej postaci ręczny granat w miejsce dość ciemne i oddalił się z dużą prędkością w kierunku nieznanym.............. Bum, no tak, terapia wstrząsowa nauczyciela z PO nie poskutkowała.

2004-02-11 00:19:24
Zwiększył tempo, ale za mało skoro przez chwilę wydawało mu się że leci,niestety była to prawda.Cała wystawa kwiaciarni wpadła razem nim do środka.Unosząc się pomyślał...........

2004-02-11 16:05:10
... "Co ja tu robię"?! .... "Co się stało"?! ... Oszołomiony całym zajściem nie mógł sobie nic przypomnieć. "Tylko spokojnie" - uspokajał się w duchu. Nagle coś zaczęło świtać mu w głowie .... zaraz, zaraz ... człowiek, samochód, odłamki szkła .... "Nie, to nie może być prawda"!!! - z przerażeniem uświadomił sobie, że ktoś najprawdopodobniej wpadł mu na maskę samochodu. "A może to ja kogoś potrąciłem...? ... nie, nie mogę tak myśleć"! ... "Ale zaraz, zaraz ... gdzie jest ten człowiek, muszę go odnaleźć ... czy żyje?" ... [od admina: Rudi jechał autobusem]

2004-02-11 19:33:26
Rudi ocknął się....no właśnie.... jechał autobusem, po wybuchu granatu stracił orientację w kwiaciarni... a może rzeczywiście jechał samochodem?.... Myślał czy koleś w autobusie to był sen, czy wpadka z szybkościa światła nowym audi w kwiaciarnię na rogu Starej Papierni....

2004-02-12 01:53:52
Ktoś z boku zaczął krzyczeć, żeby się uspokoił, ale szok robił swoje, obrazy z przed kilku sekund nakładały się na siebie. Z oddali słychać było sygnał R-ki. Gdzie najbliżej? usłyszał. Do STOCERU!

2004-02-13 10:53:33
Pomyślał... do jakiego STOCERU? Do MUSZKI. O rety, jaka potworna suchość w ustach. Jak boli głowa. Jaki granat? Jaka szmaciarnia? Co ten facet robi na moich kolanach?? O rety, co ja wczoraj robiłem? Wypiłem litr a może więcej?? ... zupełny brak pamieci, skąd ja tutaj...

2004-02-13 12:39:15
... Rudi majaczył ... do końca sam już nie wiedział, czy to co wydaje się mu prawdą tą prawdą jest w rzeczywistości. Miał mętlik w głowie, chyba jednak nie odzyskał do końca świadomości. Prawdą było jednak to, że coś się wydarzyło, a on właśnie znajdował się w karetce, która na sygnale pędziła do STOCER-u. Rudi zamknął oczy. Ciekawe co się stało z tym gościem, który leżał na moich kolanach - pomyślał. Rozmyślania przerwała mu pielęgniarka, która usiłowała założyć mu wenflon. Brrrrrr ... Rudi nienawidził zastrzyków, ani wszelakiego kłucia ... Z przerażeniem uświadomił sobie również, że nienawidzi szpitali, gorzej, on sie ich BOI !!! Rany, a przecież właśnie jechał do STOCER-u !

2004-02-13 15:24:04
- Przepraszam siostro, czy to, co jest w strzykawce to jakaś pochodna ergobazyny? Czy też jakieś inne dziwne środki farmaceutyczne? Czuję się jak Marlowe w pewnej klasycznej powieści... I... No, głupia sprawa, ale ja nie mam ubezpieczenia społecznego... A pan Minister mówił... - Że jak?! - wrzasnęła pielęgniarka, wyszarpując Rudiemu igłę z żyły. Krew siknęła na ścianę karetki i na dekolt siostry. - Janek - krzyknęła do kierowcy - Zatrzymaj! ten kretyn nie ma ubezpieczenia, nie zapłacą nam za jego leczenie. Kierowca zahamował z piskiem. Rudiego wysadziło z noszy i poszybował przez całą długość R-ki, lądując na siedzeniu pasażera. - Wypad z baru, społecznie nieprzystosowany pasożycie - krzyknął kierowca i otwierając drzwi wypchnął Rudiego na chodnik. Chłopak upadł na twardy beton i zanim stracił przytomność, zdążył się jeszcze zorientować, że leży na ulicy niedaleko Parku Zdrojowego.

2004-02-16 10:27:43
W Parku Zdrojowym właśnie odbywał sie festyn. Warszawiacy licznie natarli na stoiska i atrakcje typu Muszla, kawiarnię Zdrojowa i Tężnię... Pan imieniem Miecio oraz jego żona Cecylia (do której mąż pieszczotliwie mówił Cycuszku) znaleźli Rudiego pod krzakiem bzu, vis a vis przystanku autobusowego. Przechodzące opodal grupy gapowiczów/wczasowiczów z obrzydzeniem komentowały: - A to pijak! Wstyd tak chlać od rana! To skandal! Takie ładne miasto a takie bydło sie tu panoszy! Pan Miecio nachylił się nad mężczyzną imieniem Rudi (choć jeszcze tego nie wiedział), nie poczuł odoru promili którymi atakował atmosferę przystojniak, bo sam lubił zajrzeć do kieliszka.... Pan Miecio potrząsnął za ramię Rudiego: - Panie co Panu? Eeee....Cycuszku może ten pan jest chory? - zadał pytanie żonie.

2004-02-16 21:11:37
Pani Cecylia nachyliła się nad młodzieńcem i z troską powiedziała - Mieciu ten pan krwawi! Miecio, nauczuciel PO z Cyrku wyciągnął z kieszeni lekko zużytą chustkę do nosa. - Odkazić Mieciu - krzyknęła Cecylia. Miecio wyjął piersióweczkę z którą nigdy się nie rozstawał, złapał łyka a potem polał ranę i założył Rudiemu profesjonalny opatrunek na krwawiącą rekę. Rudi zawył i ocknął się. - Panie to trzeba lać do środka! A pan takie dobro marnuje! - Pan Miecio zrobił smutną minę. - Skończyła mi się niestety, bo chętnie bym się z Panem napił, profilaktycznie. Pan pozwoli, że się przedstawię. Mamoń jestem. Mieczysław. - Mamoniowa, Bardzo mi przyjemnie - wyciągnęła do pocałunku dłoń Pani Cecylia. - Mów mi Rudi, piękna. Panie Mieciu to może udamy sie na piwko, bo kac mnie męczy niemiłosiernie i w dodatku film mi się urwał wczoraj...

2004-02-17 09:38:11
[od admina - poniewaz jednoczesnie wplynely dwa wpisy, kazdy rozgrywajacy sie rownolegle do drugiego, musialem niestety z zalem dokonac wyboru i zrezygnowalem z samotnej wizyty Rudiego w ChWT. mam nadzieje, ze autor pomienionego fragmentu wykaze sie zrozumieniem i nie ustrzeli mnie gdzies na ulicy ;). przemowily wzgledy nie tyle literackie co techniczne]

2004-02-17 14:57:07
Pan Mieciu spojrzał wymownie na żonę. -Pozwolisz Żabko? Skoczę z Panem Rudim na jedno, no może na dwa piwka i zaraz po tym szybciutko wrócę do domu... No proszę, zgódź się - nalegał Pan Mieciu. Pani Cecylia poczerwieniała. -Zawsze tak mówisz, a potem wracasz na drugi dzień! - krzyknęła ze złością. -Poza tym mieliśmy jechać na zakupy do Auchan, obiecałeś kupić mi tę piękną czerwoną bluzkę. A Ty co! NIC! W ogóle Cię nie obchodzę! - Mamoniowa popadała w histerię. Rudi z przerażeniem obserwował całe zajście. Postanowił załagodzić nieco zaistniałą sytuację. -Ależ Pani Cecylio - szepnął kokieteryjnie. -Proszę się tak nie denerwować, obiecuję, że w moim towarzystwie Pani mąż jest zupełnie "bezpieczny". Rozumie Pani co mam na myśli, prawda? - powiedział Rudi, puszczając jednocześnie oczko do Pani Mamoniowej. Widać było, że Pani Cecylia mięknie ...

2004-02-18 00:16:48
Do końca nie wiadomo co w tym momencie myślą kobiety, ale Rudiemu było już wszystko jedno. I jeszcze to nazwisko, szkoda że nie Gamoniowa, dziwnie znajome, pomyślał. Pan Mieciu widząc dogodną dla siebie sytuację, szarpnął młokosa i konsekwentnie ruszyli razem wałem w stronę ChWT. -Dobrze się stało ,że Cię spotkałem dzisiaj na swojej drodze Rudi, wczoraj też poszedłem po bandzie i nie myślę o niczym innym jak o zimnym jasnym, bo jak zdążyłes zauważyć, piersiówka jest już pusta. A ta czerwona bluzeczka poczeka do marca, bo w tym roku ten luty jest za długi.

2004-02-23 10:10:27
Czas dojścia do ChWT minął szybko gdyż Rudi opowiadał panu Mieciowi całą historię, która mu się własnie przytrafiła, a jak zakończył , Miecio zapytał od razu - Skąd miałeś przy sobie granat, człowieku? I na drugi raz zapamiętaj me słowa, sprawdzić można było to coś co człowieka przypominało, prosząc aby pierdnął, tak dla orientacji, wiadomo byłoby gdzie to coś ma przód a gdzie tył a przy odrobinie szczęścia podmuch może byłby silny i odsłoniłby to i owo bez takich zniszczen jakich dokonałeś.

2004-02-23 22:59:43
W Chacie Wuja Toma bawiła z przyjaciółmi okoliczna piękność, Zelazna Lejdi, roztaczająca wokół siebie atmosferę kobiecej tajemniczości. Rudi przechodząc przez próg baru mało się nie potknął z wrażenia jednak uczynny pan Mieczysław przytrzymał ramię gościa. Zelazna jednak zauważyła przystojniaka i stwierdziła głośno -Lecisz na mnie?- mrugając gęsto trzepoczącymi rzęsami. Rudiemu zabrakło języka w gębie, Mietek znów uratował sytuację -Przyjacielu, czystą czy pifko? Z braku czystej w barze zamówili po browarze made in Konstancin, proponując również trunek pieknej Lejdi oraz toast na jej cześć.

2004-02-25 14:00:55
Czy kobieta zmienną jest, czy Rudi nie był w jej typie? Tego się nie dowiemy. Dowiedzieliśmy się jednak, że trzepotanie rzęs Lejdi spowodowane było unoszącym się w Chacie Wuja Toma dymem tytoniowym. Dowiedzieliśmy się tego, gdy Lejdi całkiem żelaznym wzrokiem spojrzała na obu panów jak na świeżą kupę i głośno wyraźnie wyartykułowała tak, że cała Chata dokładnie usłyszała: - Spadać leszcze... moje zdrowie pifkiem made in Konstancin, powaliło was?? Moje zdrowie pije się wyłącznie oryginalnym radzieckim szampanem!!! Zamamrotała jeszcze: -Ale skubańcy najarali, płakać się chce - poczem odwóciła się na pięcie i pożeglowała kołysząc uroczo biodrami w stronę siedzącego przy barze, mocno zaokrąglonego już piwem osobnika o ksywie "Zzaświat". Rudiemu jakby kto w mordę dał. Języka w gębie jeszcze bardziej mu zabrakło. Spuścił głowę i jakoś posmutniał. W tym czasie pan Mieczysław zawzięcie kończył siorbać zawartość drugiego kufla. Tego przeznaczonego dla całkiem Zelaznej Lejdi. Rudi pomyślał: - Czemu ten granat wsadziłem temu nieszczęśliwcowi a nie sobie? Ach czemu....? Co ma ten Zzaświat czego nie mam ja?? [gratuluje - przyd. adm.]

2004-02-26 11:24:46
Mylił się jednak biedny Rudi. Za chwilkę okazało się jak bardzo się mylił, sądząc, że tych dwoje łączy uczucie inne niż nienawiść. Lejdi bowiem podeszła z promiennym uśmiechem do chwiejącego się na barowym stołku Zzaświata i z rozmachem wyrżnęła go otwartą dłonią w twarz. W Chacie zamarły wszystkie rozmowy. Wszystkie oczy skierowały się w kierunku dźwięku, jaki wydał policzek w zetknięciu z ręką posiadającą sporą energię kinetyczną, nadaną i precyzyjnie wycelowaną przez Lejdi. Przez chwilę się zdawało, że Lejdi trzasnęła Zzaświata raz jeszcze.... a to echo zagrało odbijając się od ścian Chaty. Zzaświat jęknął żałośnie i spadł z barowego stołka wylewając na siebie resztki zawartości kufla. Lejdi powiedziała syczącym, teatralnym szeptem -Świnia, cham i bydlę. Pochyliła się nad nim, spojrzała, wzięła zamach nogą tak jakby chciała go kopnąć, lecz nie zrobiła tego. Spojrzała powtórnie i odeszła w stronę orkiestry. Wszystko to zrobiła z tym swoim uśmiechem.... Rudi stał jak zamurowany. Zbaraniał. Do jego świadomości z początku nieśmiało lecz z czasem coraz szybciej zaczęły dobijać się myśli ... Może nie wszystko jeszcze stracone .... Nagle pojął, że ma jeszcze szansę. Na całe gardło ryknął: -Szampana dla Lejdi. Zmrożonego i koniecznie radzieckiego. Migiem. Pan Mieczysław z politowaniem pokręcił głową. Powiedział cichutko do siebie -Oj, będą kłopoty, po co się w to wplątałem. On wiedział, lecz musiał milczeć. Przysięga zobowiązuje....

2004-02-27 00:47:40
Szampana? Ruskiego? I w dodatku zmrożonego, sam bym się napił - odparł barman - Tu się tylko piwko pija. Twarz miał mocno znudzoną i mało co mogło go zaskoczyć, więc szepnął Rudiemu -Stary ty masz dobry dzień, Lejdi wzięła Cię na celownik. Pan Mieciu skapitulował na stoliczku w rogu.

2004-02-27 16:08:43
Kapitulacja. To nie jest dobre określenie tego co stało się później. Słowo kapitulacja byłoby trafne w przypadku określenia dwóch sił z których jedna byłaby się poddała drugiej. W tym wypadku nie było wygranych. Przegrani byli wszyscy, Rudi, Lejdi, pan Miecio, a nawet barman. Największym jednak przegranym był osobnik od którego wszystko się zaczęło, prof. Hannibal Proktol. Ten sam, który całkiem niedawno wylądował w feerii kryształków z tłuczonej szyby obok Rudiego. On był pierwszą, lecz nie ostatnią śmiertelną ofiarą tego wieczoru. Pan Miecio podszedł do Zzaświata. Pomógł mu w złapaniu pionu i wytarł blade czoło serwetką. Następnie zaprowadził go do stolika przy którym zdążył usiąść Rudi. Chłopak jak zahipnotyzowany obserwował kołyszącą się zmysłowo po parkiecie Zelazną Lejdi. Nie zorientował się nawet, że przy jego stoliku siedzi Zzaświat. Pan Mieczysław mamrotał do siebie jak pewien prezydent... nie mogę, nie chcę alę muszę... i kręcąc głową powędrował w stronę Lejdi. Podszedł do niej, wymienili kilka zdań i powędrowali razem w stronę Zzaświata i Rudiego. Z głośnika snuły się dźwięki romantycznej piosenki "I'll be your Lejdi" w mistrzowskim wykonaniu kapeli MENELUS. Wiadomo, wykonywanie piosenek Chuljo Plexiglasa gwarantowało sukces estradowy. Lejdi, w towarzystwie Pana Mieczysława, kołysząc się w takt muzyki i promieniejąc swym żelaznym uśmiechem zbliżała się do stolika. Nic nie zapowiadało tragicznego zakończenia dnia....

2004-03-02 20:38:55
Z siłą wodospadu i przeraźliwym rykiem silników (smarowanych znanym nam wszystkim olejem marki której nazwy wymienić nie mogę) wpadł do lokalu konik na biegunach, który uciekł koleżance Uli z blaszanego bębenka, w który to z zapałem uderzał perkusista grupy Manelus. Wpadł i rzucił się do baru z okrzykiem "Gdzie mój upragniony drink - owsianka z siwuchą rozcieńczana wodą źródlaną [kryptoreklama] dla polepszenia i tak idealnej sylwetki?" Barman w tym momencie zbladł ........... skurczył się jakoś dziwnie, zzieleniał, poczym skruszonym i drżącym głosem wyszeptał "Ssoorryy, zapomniałem ......." Konika po prostu zamurowało, klejem marki Atlos w 3 sekundy do setki na wysokości lamperii bez przerwanego snu, którym zamierzał się cieszyć tego wieczora, nie wiedząc co zrobić w tym momencie ... [ja tez nie wiem - mod.]

2004-03-08 12:21:04
- Ciekawe gdzie się podziała żona Miecia? - pomyślał Rudi i jakby myślami ściągnął panią Cecylię do paszczy lwa. Mamoniowa wpadając zbiła konika mocnym kopnięciem z pantałyku. Leciwa dama zobaczyła swego ślubnego wywijającego z Lejdi na parkiecie i mało nie padła, a gość o ksywie Zzaświat złapał panią Cecylię pod rękę z zamiarem wyrwania towaru do tańca, ta jednak odwinęła się sprytnie i dołożyła pijanemu w sztok Zzaświatowi parasolką przez krzyż razy kilka wrzeszcząc: "Nawet w dzień kobiet nie potraficie sie zachować !!!" [niniejszym składamy kobietom życzenia - mod.]

2004-03-08 19:51:24
.... chrychając, charcząc, pochrypując Zzaświat udał się na odwyk i od tej pory został porządnym i szanowanym mieszkańcem naszego grodu, co z pewnością wpłynie korzystnie na jego wizerunek w świecie. Ale jak to Zzaświat, pech prześladował go nadal i pewnego grudniowego wieczoru nieopodal Imberfalu został porwany przez :: OBCYCH :: którzy to w nowo odmalowanym statku kosmicznym krążyli nieopodal szukając kogoś do litra :)... ( remontu statku dokonał Gajowy M. w swoim nowym szałasie zbudowanym w szarym lesie tuż nieopodal znanych skądinąd 3 buczków) Zaś Cecylia z Mieciem z trudem doszli do siebie po tak wyczerpującym wieczorze. Spora ilość kefiru i mocnej kawy oraz niezastąpionego rosołku z kury Pani Cecylii w przeciągu 6 dni i 6 nocy (całkiem wesołych nocy) doprowadziła ich wątłe organizmy do całkiem niezłej kondycji. A Żelazna wsiadła na konika i podążyła w stronę zachodzącego słońca z walkmanem na uszach słuchając Ich3Ye.................. CDN [albo nie? czas pokaze...]