ponieważ wiśnie mi w tym roku wyjatkowo obrodziły, muszę coś z nich zrobić, a ponieważ nie mam ochoty, ani chęci, ani sprzetu żeby je wydrylować, chyba zostaje mi tylkoe nalewka, choć sama osobiście nie przepadam za smakiem. Mam tylko pytanie, czy jak zasypie te wiśnie cukrem (I etap produkcji), mam zamnkąc naczynie wieczkiem? (dokładnie chodzi o 5 litrowy słój). wiem, że kiedyś juz robiłam jedno podejście i mi sie muchy zalęgły i wsio poszło do klo. Czekam na jakąś dobrą radę
M
Ja stosuję odwrotną kolejność - najpierw zalewam owoce alkoholem 70%, jak swoje odstoją, alkohol zlewam i owoce zasypuję cukrem. Kiedy cukier się rozpuści, zlewam i mieszam obydwie mikstury. Owoce ponownie można zalać alkoholem ok. 40% (tak żeby je przykryć) - wyjdzie likierek, który można dodać do tego, co wcześniej lub spożywać solo. Z tym, że ja wiśnie do nalewki dryluję, dodaję też trochę z pestkami, ale zasadnicza część jest wydrylowana.
podstawowa rzecz...znawcy od nalewek twierdzą, że by wyszła dobra wiśnióweczka to nie drylować można góra 15 % wiśni.... :-)
a niewątpliwie naczynie się zakrywa tylko gazą...
chyba, że się zrobi tak jak pisze Gosia (ja też tą medodę raczej stosuję)...wówczas...nie przykrywa się w drugim etapie...
się mi zdaje ;-)
Witajcie , słój obwiązuje się gazą, a po drugie na muszki : do kieliszka , lub do szklaneczki wlać troszkę octu jabłkowego i dodac kilka kropli ludwika.Wszystkie muszki sie potopia.
no to ja wczoraj zasypałam niewydrylowane wiśnie cukrem i zamknęłam słoj.....zobaczymy co z tego wyjdzie....dziękuje wszystkim za rady, ale juz za późno
niewątpliwie z pestek wyjdzie kwas pruski ale on w limitowanej ilości jest zbawienny na organizam ;)
tu masz kilka przepisów...tak na następny raz [nalewka-wisniowa.blogspot.com]