Tomasz Zymer
Moim zdaniem te statystyki można o kant stołu potłuc. Kiedy mieszkałem na Pradze II (okolice Placu Hallera), w bloku pili WSZYSCY, dosłownie: problem alkoholowy 100% (z wyjątkiem naszej rodziny, ale my tylko wynajmowaliśmy). Znam też takie środowiska, w naszej miejscowości Konstancin-Jeziorna, gdzie pije się zwyczajowo lampkę czerwonego wina do obiadu, ale o uzależnieniu raczej nie ma sensu mówić. Problem alkoholowy naprawdę zależy bardzo często od środowiska, choć oczywiście są wyjątki i zdarzają się wzięci prawnicy, biznesmeni, artyści dotknięci tą chorobą.
Panie Tomaszu,
statystyki są b.ostrożne,pisałam o tym w poprzednim poście. Jak w jednym bloku pije 100% mieszkańców, to statystycznie znajdzie Pan 5 innych, gdzie może nie pić nikt.
Alkoholizm jest chorobą demokratyczną, ci biedniejsi wystają przed spelunkami i osiedlowymi sklepikami, ci bogatsi kupują markowy alkohol skrzynkami podjeżdżając mercedesami pod najelegantsze delikatesy. To że piją prawnicy, lekarze, profesorowie, biznesmeni, artyści to nie wyjątek ale reguła. W takim samym stopniu alkoholizm statystycznie obejmuje wszystkie warstwy naszego społeczeństwa tzn. 2% lekarzy i prawników i biznesmenów i profesorów itd. to alkoholicy.
Alkoholik nie przyznaje się do uzależnienia " bo przecież nie jestem tym brudnym pijaczkiem spod budki z piwem" i dlatego tak trudno się ich leczy.
Pośród znanych osób, którzy sami przyznali się do alkoholizmu są:
b.prezydent USA - G.W.Bush, B.Piecha - lekarz, v-ce minister zdrowia w rządzie PIS, L.Falandysz - prawnik, b.doradca prezydenta L.Wałęsy, W.Osiatyński - profesor, socjolog, pisarz, itd.itd.
Osoby z kręgu rodzinnego alkoholika - małżonkowie, dzieci, rodzice a nawet współpracownicy kryją alkoholika w imię "jego dobra", zachowania twarzy, poczucia wstydu, towarzyszy im wielkie poczucie odpowiedzialności i poczucie winy.
Dzieci alkoholików same przed sobą nie przyznają się, że np. tatuś często pije i wtedy zachowuje się jak zwierzę, doszukują się winy w sobie, bo gdyby były grzeczne, nie zdenerwowały tatusia to on by nie pił.
To, że w waszej szkole próbujecie zdiagnozować "problem" to świetnie, ale dotarcie do dzieci to zajęcie dla psychologa i pedagoga szkolnego oraz dla nauczycieli, którzy wiedzą coś więcej niż serwowanie stereotypowych poglądów.